czwartek, Listopad 23, 2017
Strona główna > Literatura > KSIĘGI TOKARCZUKOWE NA SCENIE BURGU

KSIĘGI TOKARCZUKOWE NA SCENIE BURGU

Autor zdjęcia: Georg Soulek, Burgtheater

Na zdjęciu: od lewej: Joanna Ziemska (tlumaczka), Olga Tokarczuk, Martin Pollack i Kateryna Miszczenko.

Przekroczywszy Dniestr, a jest dziwnie nagrzany grudzień, razem z Jakubem przemierzamy dawną Europę. W otoczeniu niemieckiej składni krążymy między Kamieńcem a Mielnicą, pomiędzy Korolówką, Kopyczyńcami a Jezierzanami. Lwowa i Krakowa też nie zabraknie. Aktorzy staneli jednak na wysokości zadania, bo wszystkie polskie nazwy Sabine Haupt i Dietmar König (to on w „Marzycielach” Krystiana Lupy w Hamburgu stworzył najlepszą rolę) wymawiają nienaganną polszczyzną – pisze Jan Niedziela z Wiednia.

„Księgi Jakubowe” Olgi Tokarczuk, których właśnie słuchamy na scenie wiedeńskiego Burgu (Kasino przy Schwarzenbergplatz) to dla każdego, kto pragnie zrozumieć Europę Wschodnią, lektura obowiązkowa, powie już we wprowadzeniu austriacki pisarz i gospodarz imprezy Martin Pollack. Potem przyjdzie kolej na „Ukraińską noc” – literackie reportaże znanej również w Polsce Kateryny Miszczenko.

Dzisiejszy wieczór (środa, 9 listopada, rano poznaliśmy wyniki wyborów w USA) odbywa się w ramach tego samego cyklu, co „Jeszcze Polska nie zginęła” – niezwykle mocna impreza w obronie demokracji, którą relacjonowałem na tym portalu w marcu („Wiedeński Burg a sprawa polska”). Mottem tych imprez są dwa rzeczowniki złożone „Grenzgänger / Grenzdenker”, wskazujące na przekraczanie granic i myślenie przełamujące granice. Dzisiejszy wieczór nosi tytuł „Nowi patrioci”. Jak zawsze po czytaniu odbywa się dyskusja Pollacka z gośćmi. Jest obecna Tokarczuk, z Kijowa dojechała Miszczenko. Pollack jest świadom, że w Austrii ludzie niewiele wiedzą o tym, co się dzieje w Polsce i innych krajach postkomunistycznych, a według niego te wydarzenia dotyczą nas wszystkich. Zatem jak to jest z tymi „nowymi patriotami”? Tokarczuk już dzień wcześniej na łamach dziennika „Die Presse” odpowiedziała na najważniejsze pytania. W Burgu przywoła komunistyczną Polskę, w której się wychowała: kraj przeciwny etnicznej różnorodności, tłamszący gwary i dialekty – to też są korzenie dzisiejszego nacjonalizmu. Świadoma jest, że trudne dzieje wcześniejszej Polski, potem druga wojna, to też materiał, z którego czerpią nowi patrioci. A Polacy nie potrafią żyć w teraźniejszości, stąd obsesja na punkcie historii. Pisarka wie jednak, że istnieje też patriotyzm współczesny, obywatelski, otwarty na wspólnotę. Miszczenko z kolei przypomni, że na Ukrainie podczas Majdanu była polifonia, silna multikulturalność. Ale dziś już jej nie ma. Na Ukrainie niełatwo jest dziś być krytycznym. Pollack powoła się na Josepha Rotha, który w 1932 roku w słowie wstępnym do „Marszu Radeckiego” pisał, że jego ojczyzna pozwoliła mu być i patriotą, i obywatelem świata.

Będzie mowa o roli literatury w obecnej sytuacji politycznej. Marzeniem Tokarczuk jest, by powstawało jak najwięcej historii „pomiędzy”, o większej zbiorowości niż narodowa. Więcej powieści, jak „Silva Rerum” Kristiny Sabaliauskaite o Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Również Miszczenko opowie się za taką ideą – tworzeniem wspólnej przestrzeni myślenia przeciwko narodowym atomizacjom. I trudno nie przyznać Pollackowi racji: tym akcentem panel może dobiec końca.

Myliłby się, kto sądzi, że Burg jedynie poza praktyką inscenizacyjną zabiera głos w aktualnych kwestiach politycznych. Od końca maja jest w repertuarze spektakl, gdzie na przykładzie dzisiejszych Węgier dokładnie można się przyjrzeć psychologii nowych patriotów i niebezpieczeństwu, jakie z sobą niosą. W „Eiswind” (Zimne wiatry) Árpád Schilling i Éva Zabezsinszkij inscenizują spotkanie pewnej Węgierki z pewnym mieszkającym w Austrii niemieckim naukowcem. Potem dochodzi mąż Ilony, potem żona Franka, przez skype odbędzie się rozmowa z chodzącym na Węgrzech do szkoły synem. I tak powoli, krok po kroku dowiemy się bolesnej prawdy. „Eiswind” nie jest jednak nachalną agitacją, ani razu nie pada tu nazwisko Orbana, sytuacje są niemal wyłącznie realistyczne i trzeba czasu, żeby widz zrozumiał, że ogląda nie tylko spektakl zaangażowany w aktualną historię, ale i ponadczasową parabolę. Nota bene w przedstawieniu biorą udział aktorzy węgierscy Zsolt Nagy (niegdyś świetny Kostia w „Czajce” Schillinga) i Lilla Sárosdi, a swoje kwestie mówią prawie zawsze po węgiersku.

 

Na zdjęciu: od lewej: Joanna Ziemska (tlumaczka), Olga Tokarczuk, Martin Pollack i Kateryna Miszczenko.

„Księgi Tokarczukowe na scenie Burgu”

Jan Niedziela, Wiedeń

materiał nadesłany 14.11.2016

/źródło: www.e-teatr.pl /