piątek, Wrzesień 21, 2018
Strona główna > Społeczeństwo > LIST JADWIGI HAFNER WYDRUKOWAŁA ANGORA

LIST JADWIGI HAFNER WYDRUKOWAŁA ANGORA

Przeczytałam pewnego dnia list, w którym autor ostro się upominał o to, żeby kobiety nie decydowały same (bez przyzwolenia i konsultacji z mężczyznami) o urodzeniu (lub nie) niepełnosprawnego dziecka. Co na ten temat myślę napisałam – czytaj poniżej.

moj-art-w-angorze-02

Jeszcze panom mało? To już o najbardziej prywatnych i intymnych sprawach ONI muszą decydować? Oni, czyli faceci, którzy nie mają dzieci, nie są odpowiedzialni za nikogo, gęby pełne frazesów, pouczeń, nakazów i zakazów. Jeśli część ojców (przypominam: 7 %) godzi się z sytuacją posiadania niepełnosprawnego dziecka to co z tą resztą? I jakaż w tym hipokryzja! Ze swoich dziennikarskich obserwacji wyciągnęłam kolejny wniosek: im więcej się młodzieniec czyli facet „za młodu” nałajdaczył, tym większy dewot na starość (kiedy już nie może). Najlepszy przykład do dr Chazan. Przed laty wykonywał tysiące skrobanek, na starość sumienie nie pozwala mu na zrobienie tej jednej, której niewykonanie wiązało się z cierpieniami i narodzonego potworka i bólem matki wraz z jej najbliższymi. Dlatego mną zatelepało.

Jadwiga Hafner

jeśli powyższy tekst, zeskanowany z ANGORY jest za mało czytelny, poniżej pełny tekst z internetu.

Oj, zatelepało mną. Jak nigdy. Po przeczytaniu listu pana T. Kapłońskiego pt. „Nie tylko kobiety”.

Sprawa pierwsza ale – moim zdaniem najistotniejsza – czy pan wie, że tylko 7 % (słownie siedem) procent mężczyzn, po urodzeniu się dziecka niepełnosprawnego decyduje się na pozostanie przy żonie i tym nieszczęsnym dziecku? A co z tymi 93 % mężczyzn, którzy biorą d…ę w troki i zwiewają gdzie pieprz rośnie, bo nie tylko, że się tego dziecka wstydzą ale nawet sami na niego patrzeć nie mogą. A na kogo spada cały ciężar opieki nad takim ułomnym dzieckiem? Na matkę. I to często na całe życie. Rodząc takie dziecko niemal automatycznie kobieta decyduje się na … rozwód. Lub porzucenie.

W trakcie studiów, część wakacji pracowałam jako listonoszka. Miałam w swoich rejonach dwie panie samotnie (oczywiście!) wychowujące dzieci z zespołem Downa. Do dzisiaj pamiętam szok, jaki przeżyłam w mieszkaniu jednej z nich. Pokój wyłożony materacami, w kącie bawiący się dzieciak, pośrodku pokoju stołek, na którym siedziała otępiała babcia dziecka. Zapytałam co się dzieje, dlaczego … – Ano, ojciec, zaraz po zobaczeniu malca uciekł od rodziny. Alimentów nie płaci. Matka dziecka musi zarobić na życie, więc jest w pracy, a babcia siedzi w tym czasie z wnukiem, który, miewa napady szału i demoluje wszystko co w zasięgu rąk i nóg. Dlatego te materace przy pustych ścianach. Aby sobie krzywdy nie zrobił. Babcia boi się tylko o to jak córka sobie poradzi gdy jej zabraknie…

W drugim przypadku nieco lepiej, bo dziecko spokojne, ale też bez pomocy babci, tragedia…Ojciec, oczywiście, nieobecny.

I niech autor listu nie ględzi o prawach m®żczyzn do decyzji, bo z problemami w 93 procentach pozostają kobiety.