środa, Maj 24, 2017
Strona główna > Imprezy > MICHNIK, POLLACK, ZIEMSKA – TŁUMACZE ŚWIATA.

MICHNIK, POLLACK, ZIEMSKA – TŁUMACZE ŚWIATA.

29 marca, środowy piękny wieczór, do Burgtheater, scena Kasino ciągną ciurkiem ludzie. Wieczór wyprzedany. Nie, nie to nie spektakl ze znakomitościami aktorskimi. To spektakl innego rodzaju – spotkanie z osobowościami czasu, intelektualistami, pisarzami i postaciami kreującymi polityczny stan świata, przynajmniej tego europejskiego: Martin Pollack w rozmowie z Adamem Michnikiem. W tłumaczeniu Joanny Ziemskiej. „Powrót do Europy i z powrotem”. Dyskusja organizowana była w ramach cyklu „Grenzdenker, Grenzgaenger”, czego nie będę tłumaczyć, bo takie zgrabne po polsku nie będzie. Przekraczający granice, myśliciele ponad granicami, tacy, którym granice nie przeszkadzają, a mobilizują i motywują do obserwacji i dyskusji. Prasowym partnerem cyklu jest Die Presse.

W czerni prostej przestrzeni teatralnej Kasino zasiedli Austriacy, Polacy, KOD, niezrzeszeni, wicedyrektor Instytutu Polskiego czy szefowa Volkstheater, Anna Badora. Prawica, lewica, skolko ugodno. Dużo znajomych polskich twarzy, pewnie więcej nieznajomych. Poczułam się jak na koncercie, na który nie wolno wejść z butelkami czy twardymi obiektami, nadającymi się do rzucenia w gości; wpuszczająca pani grzecznie prosiła o pozostawienie np. butelek w obawie przed ewentualnym atakiem na Adama Michnika. Do niczego takiego nie doszło. Szansa istniała tym bardziej, że bar był otwarty i można było kupić napoje, a plastikową pełną butlą coli także można uczynić afront.

Ci co chcieli, mogli już poczytać relacje polskich prawicowych mediów, które piszą i w sieci, i (rzadko) do rzeczy. Wykreowały obraz Michnika plwającego na szkodnika i durnia prezesa prezesów, Jarosława Kaczyńskiego, kpiącego z polskiego Kościoła, sięgającego do porównań do stalinizmu i leninizmu. Jakże łatwo przeinterpretować! Albo intencjonalnie skłamać. Powstało we mnie uczucie, że oto byłam na innym całkiem spotkaniu. Bo ja słyszałam owszem, te same słowa, ale widziałam mowę ciała, słyszałam tonację i rozmowę, nie tylko pojedyncze wypowiedzi. Otóż we mnie, nie wchodząc w szczegóły, bo może warto zapis cały dyskusji przytoczyć, powstało uczucie, że dziś to Michnik, przyjaźniący się wszak z otwartymi umysłami, krytycznymi ludźmi także Kościoła, pozostaje jednym z nielicznych lewicowych intelektualistów obrońcą Kościoła. I wcale nie cieszy się jego drogą do upadku w Najjaśniejszej, bo podkreśla i pamięta rolę Kościoła i jego sług w latach wcześniejszych. Ale widzi też zło czynione przez Radio Maryja i jego służby naziemne. Nie można się nie zgodzić z uwagą, że co niedziela polskie kościelne służby informacyjne głowią się nad dokonaniem tłumaczenia – czytaj: reinterpretacji – słów papieża Franciszka, który stał się dla większości polskich katolickich kłopotem ze swoją otwartością.

Nie można przekłamać reakcji widowni/słuchaczy, która emocjonalnie i szczerze się śmiała z paru uwag, ale to śmiech gorzki, bo śmieszno czyli straszno. Widać, jak potrzeba nam areopagu, przewodników duchowych, tłumaczy rzeczywistości, z którymi nie musimy się zgadzać, ale pokazują inny punkt widzenia. Gdyby ktoś zaś zarzucał Martinowi Pollackowi gorycz z tytułu potraktowania go przez Instytut Polski, wymawiającego współpracę jako prowadzącego inny cykl dyskusji, to grubo się myli. Pollack ma tyle do roboty, tyle zaproszeń, że właściwie odzyskał nieco czasu na inne zajęcia, a pozostało mu wielkie współczucie dla urzędników, czyli m.in. dyrektora Instytutu Polskiego, który musiał mu wiadomość przekazać, nie swoją wszak decyzję.

Rzadko jest szansa spotkania dwóch ponad siedemdziesięciolatków, intelektualistów, którzy przeszli kilka historycznych ustrojów i zmian w różnych częściach Europy, bycie persona non grata, więzienie, zachowujący sympatię dla świata i szukający sposobów, by granice – zwłaszcza te mentalne – przekraczać. We wszystkich kierunkach.

Michnik, przyjaciel m.in. Vaclava Havla, ma wiele win nie do wybaczenia zdaniem wielu Polaków: Magdalenka, sympatia dla komuchów, grzechy brata przyrodniego, stalinowskiego sędziego; Gazeta Wyborcza. Zbigniew Herbert miał o nim napisać, że jest oszustem intelektualnym. Wspaniały poeta, dla mnie na pewno. Ale czy mógł rzucać kamieniem sam?

Pewnie można Michnikowi wyliczyć błędy, potknięcia, nie zamierzam się tym zajmować. Dla mnie miarą człowieka są także jego przyjaciele. Havel, Nawalny, Pollack, Pomianowski, tylko do kilku bliskich nazwisk sięgając… Dobrze jest także Michnika poczytać, o czym wielu krytyków zapomina albo też nie chce. A nam w Wiedniu sprezentowano wybór pism Adama Michnika z lat 1992-2013, czytane znakomicie przez aktora, Petera Knaacka.

Spotkanie wiedeńskie pokazało potrzebę rozmów, wymiany poglądów. Głód tychże rośnie, bo póki co odcinane są w Polsce kolejne platformy dyskusji, odbierany jest głos teatrom, myślicielom, dlatego wychodzimy na ulice, wracamy do małych salek prywatnych, salonów dla wolnej wymiany myśli, jak dawniej działo się np. w salkach przy probostwie. Pamiętam to.

A, Adam Michnik podczas rozmowy powiedział coś ważnego, co podnosi wiele osób pokolenia 50-latków plus: bezruch młodzieży. Uważa, że młodzież się przygląda, jest obecna, zastanawia się, a to doświadczenie wielu spotkań w różnych miejscach Polski. Nie narzekajmy na młodzież, ona wzrasta w innych warunkach, więc nasze kalki do niej nie przystają, ale jeszcze się odezwie. Chcę wierzyć  doświadczeniu Michnika.

I dziękuję za to spotkanie. Dwa dni wcześniej Martin Pollack współprowadził spotkanie w Instytucie Włoskim w Wiedniu z Claudio Magrisem, wspaniałaym pisarzem (r.1939), także „przekraczającym granice”. Tam również przybyło ze 200 osób. To pokazuje, że potrzeba nam „tłumaczy świata”.

Beata Dżon Ozimek

32

36

37

38

40

46

48

49

54

58

poniżej: foto Dorota Fischer

975

976

977

982

983

984