piątek, Listopad 24, 2017
Strona główna > Polityka/historia > W WIEKU 61 LAT ZMARŁ GRZEGORZ MIECUGOW – dziennikarz, nasz redakcyjny kolega. Związany z telewizją TVN od jej początku. Współtwórca „Faktów” TVN, a od 2005 roku prowadzący „Szkło kontaktowe” w TVN24.

W WIEKU 61 LAT ZMARŁ GRZEGORZ MIECUGOW – dziennikarz, nasz redakcyjny kolega. Związany z telewizją TVN od jej początku. Współtwórca „Faktów” TVN, a od 2005 roku prowadzący „Szkło kontaktowe” w TVN24.

Był synem krakowskiego dziennikarza i publicysty Brunona Miecugowa[4]. Jego dziadek od strony ojca miał pochodzenie ormiańsko-gruzińskie, prababka była szlachcianką z Iwonicza-Zdroju[5]. Bratem babki od strony ojca był malarz Stanisław Studencki[6]. Grzegorz Miecugow wychował się w Krakowie w kamienicy Związku Literatów Polskich przy ul. Krupniczej 22[7]. Ukończył II Liceum Ogólnokształcące im. Króla Jana III Sobieskiego w Krakowie[8] oraz studia na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego[9].

Pracował początkowo w Teatrze na Rozdrożu. Od 1980 do stanu wojennego był dziennikarzem redakcji informacyjnej lokalnego warszawskiego radia. Po trzyletniej przerwie powrócił do pracy w radiu, został redaktorem programów dla dzieci. W 1987 dołączył do zespołu Zapraszamy do Trójki, którym później kierował. W latach 1989–2001 jako „druh zastępowy” poprowadził dziewięć wydań Listy przebojów Programu Trzeciego[10][11]. W 1989 przeszedł do TVP[12]. W TVP1 był prezenterem i wydawcą Wiadomości.

W 1997 razem z Tomaszem Lisem współtworzył Fakty w TVN, których był także prezenterem. Odszedł z redakcji na skutek konfliktu z Tomaszem Lisem i został doradcą marszałka Sejmu Macieja Płażyńskiego ds. medialnych. Do TVN wrócił w 2001. Prowadził pierwszą polską edycję reality show Big Brother, a także współtworzył kanał informacyjny TVN24[13]. Został następnie szefem wydawców TVN24[13]. Od stycznia 2005 współprowadził Szkło kontaktowe[14]. Został również prowadzącym programy Inny punkt widzenia[13], Gość poranny[9] oraz Cały ten świat.

W 2007 po sukcesie, jaki odniósł program Szkło kontaktowe, wraz z Tomaszem Sianeckim napisał książkę Kontaktowi, czyli szklarze bez kitu. Był autorem felietonów z serii „Swoje wiem” w „Dzienniku Polskim”[15]. Został również współpracownikiem „Przekroju”[16]. Od 1992 prowadził zajęcia dla studentów dziennikarstwa[9]. Był również pracownikiem Katedry Dziennikarstwa Collegium Civitas[17].

Wystąpił w filmach Pułapka (1997) jako dziennikarz Wiadomości i Ryś (2007) jako policjant[18] oraz w teledysku do utworu „Świr” Grupy Operacyjnej jako dziennikarz.

Życie prywatne

Żonaty z Joanną, z którą miał syna Krzysztofa[19]. Od 2011 zmagał się z rakiem płuc[20][21].

Grzegorz Miecugow. „Nawet kiedy żartował, był w tym smutek. Nie ma złudzeń, w którą stronę zmierza świat”

Przypominamy sylwetkę Grzegorza Miecugowa, która ukazała się w „Newsweeku” w październiku 2012 roku.

Nie uśmiecha się. Rozmawiamy już ponad godzinę, a on ani razu się nie uśmiechnął. Przecież każdy się czasem uśmiecha, na wesoło, z uprzejmości, sarkastycznie albo i na smutno, a on nie uśmiecha się wcale. Znajomi mówią: – To demony. One nie pozwalają mu na śmiech. Krzysztof Daukszewicz, przyjaciel i stały gość autorskiego programu Miecugowa „Szkło kontaktowe”: – Nawet kiedy żartuje, jest w tym smutek. Nie ma złudzeń, w którą stronę zmierza świat.

Walka z demonami wysysa energię. Demony Miecugowa mają przewagę liczebną – hazard, alkohol, nikotyna, nowotwór. Niektóre pokonał, inne wciąż go kąsają. Widać, że stoczył walkę. Twarz ma zmęczoną, oczy jakby zgaszone.

Ostatnio na spotkaniu autorskim podczas promocji jego biografii „Szkiełko i wokół” ktoś z publiczności zapytał, jak udało mu się pokonać depresję. Odpowiedział: – Nie udało się. Dlatego nie lubi brać urlopów. Praca odgania demony. Nigdy zresztą nie pozwolił im jej tknąć.

Pamela Bem, dziennikarka jednego z programów TVN CNBC Biznes i uczennica Miecugowa, mówi: – Jest dla nas mistrzem. Każdy w tym budynku wie, że wszystko wkoło to m.in. jego dzieło. Choć nie ma dyrektorskiego stanowiska, otacza go powszechny szacunek. Zanim trafił do TVN, gdzie współtworzył „Fakty”, a później kanał TVN24, był m.in. dyrektorem radiowej Trójki, a w telewizji publicznej kierował „Wiadomościami”.

Kamienica

Jest o Miecugowie taka anegdota: kiedy Wisława Szymborska dostała Nagrodę Nobla, na kolegium redakcyjnym w telewizyjnej Jedynce stanęło, że stacja musi mieć z nią wywiad. Zadzwonił osobiście Miecugow, wówczas wydawca „Wiadomości” i publicystycznego programu „W centrum uwagi”, w którym miała wystąpić Szymborska. Miecugow prowadził rozmowę przez głośnik, by nikomu z zespołu nie umknął żaden szczegół. W redakcji rozległ się głos poetki: – To ty, Grzesiu? A pamiętasz, jak nasikałeś mi na kanapę?

Miecugow miał wówczas dwa latka. Mieszkał z rodzicami w Krakowie w kamienicy Związku Literatów Polskich przy ul. Krupniczej 22. Jego ojciec Bruno, dziennikarz, pisarz i felietonista, był w Krakowie osobą bardzo znaną. Jego gabinet zajmował wcześniej Konstanty Ildefons Gałczyński, z Szymborską zaś łączyły go przyjaźń i sąsiedzkie stosunki. Przez okno mieszkania Miecugowów można zajrzeć do salonu Sławomira Mrożka, a mały Grześ nosił ubranka po synu innego sąsiada, Stefana Kisielewskiego.

Syn Grzegorza Miecugowa, Krzysztof, rocznik 1984, także został dziennikarzem. Pracuje w CNBC Biznes. Wspomina, że w rodzinie zawsze się mówiło, iż wyrafinowane poczucie humoru tata odziedziczył po dziadku. Oto jego próbka.

W 1965 r. Bruno Miecugow wziął udział w konkursie dziennikarskim na artykuł opisujący wyzwolenie Krakowa przez Sowietów. Oczekiwano sławienia manewru Koniewa, który miał uratować miasto przed zniszczeniem. Bruno napisał: „18 stycznia wyszedłem z domu o 9.45. Poszedłem do Rynku, na którym byłem o 10.45. Minutę później usłyszałem salwy armatnie od strony Wisły. Pierwszych żołnierzy radzieckich zobaczyłem o 10.47. Następny zegarek kupiłem sobie w roku 1951”.

Słuchacz

Pytam wprost: – Jaki pan jest? On mówi: – Spolegliwy w pierwotnym tego słowa znaczeniu, tzn. że można na mnie polegać. Urodziłem się pomiędzy zodiakalnym Skorpionem i Strzelcem. Ale nie jestem ani mściwy i pamiętliwy jak typowy Skorpion, ani pierdołowato dobrotliwy jak Strzelec. – A wrażliwy? Mówią, że jest pan wrażliwy?– Chyba aż nadto.

Miecugow mówi szybko i zdecydowanie, jakby obawiał się, że trzeba szybko, potem człowiek się rozmyśli. Ja mówię. On mówi. To raczej rozmowa niż wywiad. Wychodzi nam, że wrażliwość to taka dziwna cecha. Pozwala czuć bliźniego, słuchać go tak, że on czuje zainteresowanie. Takie są rozmowy Miecugowa w programie „Inny punkt widzenia”. Tam telewizyjne tempo zwalnia.

Wojciech Malajkat, szukając w pamięci wydarzenia, które najcelniej sportretowałoby Miecugowa, wspomina wizytę właśnie w tym programie. – To była niezapomniana, inspirująca rozmowa. Rozmowa właśnie, a nie kilka wcześniej przygotowanych pytań wystrzelonych z kartki jak z karabinu – opowiada Malajkat. – Zapomniałem, że jestem w telewizji i nie dość, że mogłem mówić o tym, co dla mnie ważne, to sam się w czasie tej rozmowy wiele dowiedziałem. Nigdy nie miałem podobnego doświadczenia z mediami.

Ryszard Kalisz, z którym Miecugow zna się kilkanaście lat, ma to samo spostrzeżenie. Lubił być jego gościem, gdy ten jeszcze na antenie TVN24 rozmawiał z politykami. Dużo bardziej niż gościem jakiegokolwiek innego dziennikarza. Mówi: – Rozmowa toczyła się zawsze nieco innym rytmem. Spokojniejszym. Automatycznie stawała się też poważniejsza i głębsza.

Dziś w programie „Szkło kontaktowe”, do którego dzwonią widzowie, Miecugow potrafi słuchać z szacunkiem i uwagą nawet wtedy, gdy ktoś plecie androny. Ta wrażliwość to dar, ale i ciężkie brzemię, potrafi pokaleczyć tego, kto nosi ją w sobie. Ale Miecugow mimo to deklaruje: – Za nic w świecie nie chciałbym być twardzielem. Byłem wczoraj na cmentarzu dla zwierząt, gdzie niedawno pochowałem psa. Czytałem epitafia na psich, kocich czy króliczych grobach. Ogarnęło mnie wzruszenie. Że też komuś chciało się napisać tych kilka słów od serca. Krzysztof Miecugow: – Ojciec ma artystyczną duszę. Myślę, że gdyby nie został dziennikarzem, byłby pisarzem albo malarzem. Kimś takim.

 Krzysztof Miecugow

Ojciec ma artystyczną duszę. Myślę, że gdyby nie został dziennikarzem, byłby pisarzem albo malarzem. Kimś takim.

Demon

Na biurku Miecugowa stoi duże zdjęcie w antyramie. On i pies. Pies nazywał się Fredzio i był dla pana bardzo ważny. Miecugow zawsze miał psy. Od dzieciństwa. Mówi: – Nie miałem, tylko mieszkałem z psem. Ja miałem jego, a on mnie.

O prywatnym życiu jednak Grzegorz Miecugow nie powie więcej ani słowa. Ono jest tylko dla niego.

Violetta Ozminkowski, dziennikarka „Newsweeka” i autorka biograficznego wywiadu rzeki z Miecugowem „Szkiełko i wokół”, wspomina: – Szalenie chroni swoją prywatność. Kiedy na jednym ze spotkań wspomniał datę swojego ślubu, byłam pewna, że teraz czas na opowieść o żonie. Postanowiłam go przycisnąć. Przecież z jakiegoś powodu się w niej zakochał, coś mu się w niej spodobało. Odpowiedział: – Studiowała socjologię. Ale o demonach mówi szczerze: – Mam skłonność do uzależnień.

Jeden z tych demonów pokonał – hazard. Twierdzi, że od dziesięciu lat nie przekroczył progu kasyna. Demon był trójgłowy – blackjack, poker, ruletka. Miecugow wspomina: – Pierwszy raz zagrałem na otwarciu kasyna w hotelu Marriott. Przyszło wielu dziennikarzy, dostaliśmy dla zabawy po trzy żetony. Problem pojawił się w 1997 r. równo ze startem TVN. Bywało, że grałem do rana. Gdy o piątej zamykano kasyno w Victorii, wpadałem do Marriotta, bo tam grało się do siódmej. Po porannym zebraniu miałem przerwę do szesnastej. Jechałem do domu, ale już o pierwszej wyjeżdżałem, żeby pograć ze dwie godzinki.

Kiedyś w Zakopanem w barze wdał się w bójkę. Przeciwnik wybił mu ząb. – Po powrocie do Warszawy prosto z dworca poszedłem do kasyna. Nie przeszkadzało mi, że nie mam zęba z przodu. Miałem już rozpoznawalną twarz, nie powinienem był pokazywać się w takim stanie, ale to było silniejsze ode mnie.

– Czy ma pan wielu znajomych, przyjaciół, jest pan osobą towarzyską? Miecugow: – Nie. Nie chodzę, nie bywam. Lubię czasem spotkać się, by porozmawiać śmiertelnie poważnie. Od tego mam Marcina, najbliższego przyjaciela z czasów studiów.

Grzegorz Miecugow

Nie chodzę, nie bywam. Lubię czasem spotkać się, by porozmawiać śmiertelnie poważnie. Od tego mam Marcina, najbliższego przyjaciela z czasów studiów.

Ów Marcin to niezwykły oryginał. Tak jak Miecugow skończył filozofię. W latach osiemdziesiątych założył w Kanadzie szkołę narciarską, ale ją rzucił. Był pięć razy żonaty. Nie pracuje, nie wiadomo, z czego żyje. Startuje w ekstremalnych zawodach narciarskich i cały rok jeździ na rowerze.

Syn Miecugowa: – Myślę, że ojciec stracił większość bliskich przyjaciół po przeprowadzce do Warszawy. Jest samotnikiem. Nie lubi small talków. Poza tym źle reaguje na komplementy. A kiedy poznaje nowych ludzi, ci mu je zwykle prawią – mówi.

Jednak znajomi Miecugowa widzą to inaczej. Mówią, że potrafi być świetnym kompanem i dobrym przyjacielem. W „Szkiełku i wokół” Miecugow wspomina taką scenę: „Wracaliśmy z Krakowa do Warszawy, pociągiem, w większej grupie. Wylądowaliśmy w zimnym i ciemnym wagonie, ale za to razem. Romek Młotkowski, Tomek Sekielski, Andrzej Sołtysik, Tomek Kin i ja. Jeden z kolegów miał butelkę whisky, bodajże burbona, inny miał marihuanę, ja miałem papierosy, jeszcze wówczas paliłem, ktoś miał breloczek z latarką i ruszyliśmy. Przy świetle latarki przerabialiśmy papierosy na jointy, z jedynego kubeczka popijaliśmy whisky, było coraz zimniej i coraz weselej”.

Tomasz Sianecki szuka w pamięci sytuacji, która scharakteryzowałaby ich znajomość. – Na pewno był zawsze świetnym kolegą, nawet jako szef. Zwłaszcza w Trójce, w latach osiemdziesiątych, gdy istniała cenzura i polityczna kontrola nad mediami. Potrafił się wtedy zachowywać niezwykle przyzwoicie. Pozostawiał nam dużą swobodę, jednocześnie inspirując i popychając we właściwą stronę.

Sen

Grzegorz Miecugow obraca w rękach swoją biografię. – Zdziwiłem się, że ktoś chce opisać moje życie. Wywiad rzekę robi się z kimś ważnym albo z kimś, kto odchodzi z tego świata. Ja ani nie czuję się ważny, ani nigdzie się nie wybieram. Nie mam jeszcze 57 lat.

Tomasz Sianecki: – Czasami słyszę opinię, że Miecugow znalazł się nieco z boku. Prowadzi dwa niszowe programy, a mógłby i powinien być jakimś wielkim dyrektorem. Nie zgadzam się z tym. Po pierwsze, to dwa świetne programy, po drugie, to jego wybór, on w tych swoich kameralnych produkcjach jest najszczęśliwszy. Jeden z dziennikarzy TVN: – Kiedyś Grześ powiedział mi: „Jeśli miałbym jeszcze zawodowe marzenie, to stworzyć telewizję publiczną z prawdziwego zdarzenia. Taką jak BBC”.

Miecugow jednak tych słów nie pamięta. Zresztą taka telewizja w Polsce to rzeczywiście tylko sen. W tym śnie są bowiem prawdziwa misja, ambitne produkcje, poważna publicystyka, reportaż, dokument, edukacja i kultura. W tym śnie nie ma reklam ani politycznej kontroli. Nie trzeba równać w dół i nadążać za gustami tych, którzy chcą gwiazd tańczących na lodzie czy ludzi bijących się na głosy. Gdyby taki sen się ziścił, nikt nie powiedziałby, że widzowie są głupi, że chcą przaśnej rozrywki.

Igor T. Miecik

Tekst ukazał się w 2012 roku. Grzegorz Miecugow zmarł 26 sierpnia 2017 roku.