wtorek, Grudzień 12, 2017
Strona główna > Literatura > BEATA DŻON-OZIMEK: FELIETON Nr 4

BEATA DŻON-OZIMEK: FELIETON Nr 4

Powiedzenie „My home is my castle”, „mój dom jest moją twierdzą” jest teraz ważnym fundamentem wystąpień  Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego, Zbigniewa Ziobry. Właśnie ogłosił zmiany w prawie dotyczącym obrony koniecznej, sejm ma się nimi zająć. A możliwości uzyskania bezwzględnej większości dla rządzącej partii i satelitów w sejmie rosną: dwie panie z partii republikańskiej (lub klubu, przepraszam, mało aktywne, więc ich nie zapamiętuję) przeszły właśnie do PiS. Sygnały zachęty PiS wysyła nawet do polityków PO. Prominentni politycy PiS-u po chrześcijańsku tłumaczą, że nawet 10% służb specjalnych przeszło lustrację i może pracować, to można dać szansę nawróconym politykom „totalnej opozycji” także.

Po sześciu dniach intensywnego „pobytu” w sferze prostego języka, tzw. tekstu łatwego, po treningach w upraszczaniu języka urzędników, prawników, instrukcji, tekstów prasowych itd. zaczyna uderzać, jak wiele niepotrzebnych śmieci wkładamy w przekazy. Proszę o wybaczenie, to proces, który także u mnie trwa od lat: upraszczanie na rzecz jasności, czystości, diabelnie trudny. Bo zawijasy, nowosłowa, kreacje językowe były zwykle nagradzane, a można powiedzieć prosto.

Powrót do języka polityki jest bólem: szum bez treści lub treści na tyle zakamuflowanej, by ci znający „kody dostępu” zrozumieli, a reszta słuchaczy nie jest istotna. Zastanawia tylko, że w Niemczech czy Austrii politycy przestają bać się tłumaczeń swoich przekazów na teksty proste. Może to oznaczać, że mają coś do powiedzenia.

Póki co nie udało się nam zachęcić ani w Warszawie, ani we Wrocławiu żadnego polityka do zmierzenia się z tekstem jasnym. Prosto, na temat, klarownie. Ale w małym Opolu się udało! Wicemarszałek województwa, Roman Kolek przyszedł na warsztaty „prostego języka”, kilka razy się z nami spotkał i mówiliśmy dość jasno. To konkretny człowiek. Nie próbuje ukryć intencji za słowami.  Współrządzi regionem i jest z Mniejszości Niemieckiej. Daje fajny przykład większości polskiej. Ciekawe, kto mnie teraz opluje za to sformułowanie, mało patriotyczne. Tak, jak pewną kobietę pracującą w instytucji polsko-niemieckiej, wyzywanej od nazistowskich k…w, sprzedajnych, V kolumny itd. Sprawę zgłosiła w końcu na policję. Przyzwolenie na „prawdziwy patriotyzm” na Opolszczyźnie rośnie, to matecznik ministra Patryka Jakiego, wroga imigrantów zarobkowych, terrorystów (to zamiast „uchodźców”), aborcji, mniejszości niemieckiej, Ślązaków, itd.

No ale ma być w naszym kraju jeszcze bezpieczniej. W ramach swojego terenu, ogrodzenia, domu. Znaczy, ja nie mam ogródka ani domu, dobra, mam garaż i mieszkanie, i chadzam klatką schodową, czasem mrocznymi schodami i piwnicą. To czy ja mam prawo się w tej piwnicy bronić, jakby mnie ktoś chciał palnąć, napaść, okraść, zgwałcić? Czy muszę jednak mieć ten mój teren ogrodzony? A napad w garażu: to tylko obrona konieczna w środku, za uchylną bramą? Poprosić napadającego, byśmy się przesunęli do środeczka? A czy na parkingu pod blokiem, gdzie trzymam często auto, też mogę się „koniecznie” bronić? To oczywiście brzmi śmiesznie, ale zapisy ustawy są dość jednoznaczne.

Powstają zatem dylematy: czy tylko w domu/mieszkaniu mam przywilej obrony koniecznej? Czy mam go w swoim tylko domu, czy także u znajomych, kiedy zostają wszyscy napadnięci? A na ulicy obrona konieczna to już nie? Na wakacjach?

A jak to się przełoży na ofiary domowej przemocy, którym opieki prawnej i wszelakiej innej odmawia od dwóch lat prezydent RP, do tego PiS, Episkopat, apelując o nieprzestrzeganie ledwie przyjętej końcem 2015 europejskiej Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet. Te rzeczy dzieją się w czterech ścianach często, więc niech się odważą bronić, choć napastnikiem jest „swój”!

Jest za to propozycja zaostrzenia kar za gwałty. Bzdura, mówi prof. prawa, Monika Płatek. Bo kto wie, co to jest w ogóle gwałt? Niewielu. Mimo, że istnieje definicja gwałtu: „Zgwałcenie – zmuszenie drugiej osoby do obcowania płciowego, poddania się innej czynności seksualnej lub wykonania takiej czynności przez jedną lub wiele osób, posługujących się siłą fizyczną, przymusem, nadużyciem władzy, podstępem lub wykorzystujących niemożność wyrażenia świadomej zgody przez daną osobę.” Przepis: art. 197 § 1 k.k. Jak podkreśla prof. Płatek, zgoda jest tu kluczowa. Gdzie tak oznacza tak, i koniec! Jeśli nie było zgody, wówczas kobieta, mężczyzna, dziecko – każda ofiara była zgwałcona. Upieram się przy tym temacie, bo ilości zgłaszanych gwałtów rosną, choćby w małym Opolu. I nie ma tłumaczenia, podkreśla prof. Płatek, karnistka, że ona piła alkohol, miała krótką spódniczkę, było ciemno, uśmiechnęła się – zgoda tu jest kluczowa. Jest wyrok z 2004 sądu europejskiego: nie interesuje sędziów, co sobie myśleli sprawcy, tylko czy usłyszeli, że ona, on  zgodzili się na obcowanie płciowe. „To se do notariusza muszę pójść przed każdym puknięciem” narzekają maczo czy inni, jak ładnie ich zacytowała pani profesor Płatek. I nic nie tłumaczy także sędziów, choć to też ludzie i myślą, jak wielu innych, że to wina zgwałconej, zgwałconego. „Ona może mieć duży biust, podrywać, ale to ona decyduje, musi się zgodzić nieprzymuszenie. Dopiero tak znaczy tak”, powtarzam za prof. Płatek.

I co to jest gwałt trzeba powtarzać jak pacierz, jak Ojcze nasz, zwłaszcza w katolickim kraju, gdzie zmuszanie do wypełniania „obowiązku małżeńskiego” wszak nie jest gwałtem!

Zgadzam się z wieloma prawnikami, których faktyczne prawa człowieka obchodzą, że w Polsce ludzie stojący na straży sprawiedliwości, prezydent są odpowiedzialni za przemoc w rodzinie, za gwałty. Ludzie są bici, młodzi ludzie popełniają samobójstwa prześladowani z racji orientacji seksualnej.  A wielu polityków „apeluje do histerii ludzkiej z nadzieją na ludzką głupotę”, tak ładnie profesor Monika Płatek cytuje prof. Modzelewskiego, aby uniknąć w komentarzu słów uznawanych powszechnie za obelżywe. Lub nieeleganckie. Dobrze mieć pod ręką lekturę i cytaty. Czego życzę, by mieć do czego uciec od pozorów szczerości i zakłamanej troski części polityków o nas, obywateli.

Dla moich wszystkich drogich Przyjaciół Żydów: Shana Tova 5778!

Beata Dżon Ozimek