środa, Czerwiec 20, 2018
Strona główna > Varia > FELIETON BEATY DŻON-OZIMEK, GOŚCINNIE NA STRONIE JUPITERA,

FELIETON BEATY DŻON-OZIMEK, GOŚCINNIE NA STRONIE JUPITERA,

ukazuje się w Gazecie, Dzienniku Polonii w Kanadzie. Po Złotych Sowach.

Witamy nikogo

– Witamy serdecznie gospodarza tego miejsca, dyrektora stacji naukowej PAN w Wiedniu, pana profesora Bogusława Dybasia. I witamy z polskiej ambasady… nikogo – rozpoczął Armin Innerhofer 13. Galę ”Polonijnych Oscarów” czyli Złotych Sów Polonii. – Witamy tak już drugi rok – dodała współprowadząca, niżej podpisana. Tak właśnie można by podsumować „serdeczną nieobecność”, zainteresowanie Polakami, jak kto woli Polonusami, Rodakami, emigrantami, ze strony polskich władz za granicą. Przynajmniej w Wiedniu, a słyszałam, że niestety nie tylko tutaj. Poza obowiązkowo i chętnie przyjmowanymi posiłkami, opłatkami, aktualnie zapewne jajkami przy okazji wyselekcjonowanych polskich spotkań, raczej z prawicową, bliską Kościołowi częścią Polonii w Wiedniu wiedeński pan Konsul Generalny, odpowiedzialny za kontakty z Polakami w Austrii nie wsławia się szczególną o tych Polaków troską. Ba, pani ambasador, Jolanta Róża Kozłowska, pytana  czy zaszczyci swoją obecnością np. tę minioną uroczystość, pełną znakomitych gości z całego świata – z  USA, Kanady, Szwecji, Niemiec i Austrii, odesłała organizatorkę, Jadwigę Hafner (Jupiter, Klub Inteligencji Polskiej), może czasem szczerze szorstką, do wymienianego właśnie konsula dra Aleksandra Korybuta-Woronieckiego. Ten zaś bawi się w kotka i myszkę „a może przyjdę, jak dostanę zaproszenie”, choć dotarło do ambasady dwa tygodnie wcześniej. Ot, daje do zrozumienia, że nie dla każdego szczęście uściśnięcia dłoni przedstawiciela polskich władz. Widać przed władzą od dwóch ponad lat klękać jeno trzeba, bo porozmawiać o tym, co nas cieszy, co nas boli, pośmiać z kilku rzeczy, napić wina czy zjeść świniaka „nie nada”. Ale my, obywatele RP jako pracodawcy konsula, ambasadorki, nie musimy się na takie traktowanie zgadzać, a odwracanie ról wydaje się być coraz częstsze.

Nie będę pisać, że za ambasadora Bartoszewskiego czy nawet jeszcze ambasadora  Lorkowskiego było bardziej partnersko. Teraz polska ambasada w Wiedniu to mały Kreml, gdzie zapowiadać się trzeba, upraszać o spotkanie z jakiś urzędnikiem bez pewności, czym się to skończy. I to nie jest „wina Tuska” – z nim się jest stosunkowo prosto umówić w Brukseli.

Koniec narzekania, bo spotkanie z obecnością „nikogo” z ambasady polskiej było niezwykle udane, pełne emocji, wrażeń i faktycznego przeżywania wzajemnej wymiany myśli, refleksji, radości. I było pełne uśmiechów, śmiechu, czego u Polaków znowu tak często się nie spotyka naraz. A jest tu nas sporo. Jak właśnie powiedział konsul Korybut-Woroniecki, ćwierć miliona Polaków ma oficjalnie, a nieoficjalnie pół miliona ma w Austrii „punkt życiowej ciężkości”. Cokolwiek to znaczy (Youtube, kiedy to piszę – 19 godzin obecności filmiku Polonus TV).

Stacja PAN, w pięknej kamienicy w 3. Dzielnicy, kawałek po kawałku odświeżana (teraz toalety przy Sali im. J. Sobieskiego, a to naprawdę ma znaczenie!) to miejsce z tradycjami, Polonia chętnie tam zagląda. To ważny punkt na mapie polskich państwowych placówek w stolicy Austrii, na pewno najgościnniejszy. Gdyby wiosna się pospieszyła, to moglibyśmy w ogrodzie też porozmawiać, pooddychać pod wiedeńskim niebem. Instytut Polski w Wiedniu też nie był zainteresowany spotkaniem z polską docenioną artystką sztuk pięknych, nie tylko malarką, ale od lat tworzącą z użyciem np. tkanin Bashką Maryańską z NY, USA czy rozmową z aktorem, reżyserem, profesorem najlepszych uczelni filmowych, w tym w LA, USA, Markiem Proboszem. Wśród nagrodzonych była pisarka, tłumaczka (jęz. szwedzki), Katarzyna Tubylewicz, dawna szefowa Polskiego Instytutu w Sztokholmie. Ale po co poznawać ciekawe osoby, wymieniać doświadczenia, po co poznawać  działaczy polonijnych, artystów, jak grafik i twórca Uniwersytetu Trzech Pokoleń na Uniwersytecie Humboldtów w Berlinie, Bogusław Fleck czy zdolna, skuteczna polityczka Zielonych, senatorka  austriacka, Ewa Dziedzic. Po co poznawać twórczość Joanny Sokołowskiej-Gwizdki, badaczki Heleny Modrzejewskiej czy losów Fryderyka Chopina? Mamy w Wiedniu znakomitą szopenistkę właśnie, Natalię Rehling, znaną w całej Europie, także odebrała Sowę; po co przyjść i ją poznać prywatnie, zobaczyć, jak jej mąż i dwoje dzieci cieszą się Złotą Sową? A rodzina przecież taka cenna dla aktualnej wizji Polski. Aaa i mamie Katarzyny Tubylewicz chciało się z Warszawy przyjechać do Wiednia, bo inni najbliżsi nie mogli, a z Markiem Proboszem przyjechała żona Małgosia, z nagrodzoną Dorotą Trepczyk (Radio PoloNews) mąż i córka, ze wspomnianą polityczką – jej partnerka. Wymienię wszystkich, bo Dorota Fischer (Radio PoloNews) z wymienioną Dorotą otrzymały nagrodę za dziennikarską, dobrą robotę (często na własny koszt), a Elik Plichta za swoje świetne magazyny radiowe i  dziennikarstwo radiowe w Darmstadt (Radio Radar). Agnieszka Salamon, reżyserka, aktorka w Wiedniu tworzy od lat teatr amatorski (Teatr Vademecum), Agnieszka Malek, śpiewająca aktorka – bywa na wiedeńskich scenach wampem, bywa „myszą”. No i zatrzymujący najpiękniejsze momenty ruchu ludzkiego ciała – fotografik Mirek Dworczak z Linzu, mistrz fotografii baletmistrzów, tancerzy. Ze swoją Beatą.

Drodzy Państwo, celowo wymieniam nazwiska naszej „sowiej” rodziny, jak to ładnie ujął „rycerz słowa”, Marek Probosz. To wspaniali ludzie, którym się chce dawać z siebie ciut i dużo więcej, niż tylko to, czego wymaga biologia. I gna ich, szukają, chcą, pracują, dopieszczają się wzajemnie dobrym słowem, zaciekawieniem wzajemnym. Każde z członków „sowiej” rodziny ma co robić. Wylecieli, odjechali, przeszli na drugi kraniec Wiednia ze Złotym Sowami w objęciach z uczuciem, że dla kogoś to co robią ma znaczenie. Że ma sens. Że ktoś czyta Joanny opowieści o Modjeskiej, ktoś słucha radia, wzrusza się na spektaklach, filmach, uczy nowych rzeczy na uniwerku czy zachwyca się zatrzymaną w kadrze muskulaturą, piersią, dłonią. Że tkaninowe światy Baśki fascynują, a budowanie pomostów artystyczno-ludzko-politycznych ma wielki sens. Pozdrawiam „matkę” Złotych Sów: Jadwigę Hafner z Wiednia. Bez niej by tych „sowi (ch) zdrzałów” nie było. Dzięki, Jaga!

Wesołych, pełnych serdeczności i uśmiechu świąt!

Beata Dżon Ozimek

Przyznam, że razem z red. Henrykiem Martenką z tygodnika Angora (szef działu zagranicznego) otrzymaliśmy specjalne nagrody dla Przyjaciół Polonii, statuetki Sowiego Pióra. Piszemy o ludziach Polonii z radością.

Komentarze pod zdjęciami.

 

Marta Krawczyk:  Świetny artykuł!!!  Beata jak zwykle trafiła w sedno…

B & R:  Dziekujemy Ci za art. Beaty. Doskonaly!
Kazimierz Fordon /były konsul RP w Austrii/:
Szanowna Pani Redaktor, Beatko,
z najnowszego numeru ˮAngory” dowiedziałem się, że zostałaś laureatką nagrody specjalnej w ramach tegorocznej edycji „Złotych Sów”.  Serdecznie gratuluję !!!!!!
Byłem kilka razy na uroczystości wręczania tych odznaczeń i bardzo przyjemnie wspominam zarówno sam pomysł jak i atmosferę towarzyszącą spotkaniom  w Stacji PAN.
Gospodynię uroczystości zawsze podziwiałem za samą ideę, a także wytrwałość  w jej urzeczywistnianiu.
Krystyna M.: O dziękuję, Jadziu! felieton nie tylko świetnie napisany ale – niestety – jakże trafny,      oddający naszą obecną rzeczywistość zgodnie z prawdą tak, że tylko załamywać ręce, trzeba mieć nadzieję, że jednak ten postawiony na głowie okres prędzej czy później skończy się jakąś wywrotką, że okaże się, że król jest nagi, że królik uzurpujący sobie władzę nie może trzymać jej wiecznie… Serdeczne pozdrowienia – Krystyna M.
Marek Probosz: Dzieki za link do artykulu Beaty. Czytałem z uwagą, świetny! Serdecznosci z Wenecji i mam nadzieje do kolejnego niebawem. M&G

Bogusław Fleck: Dzieki, bardzo mily artykul. Serdecznie pozdrawiam

Z. Masternak: Jaga, dziwna postawa polskich władz w Austrii od dawna, bez względu na polityczną opcję,  rób swoje,  pozdr serd

Jurek Popek: Beata dziekujemy za odwazny felieton o sowach 2018, odnosnie  absencji na gali naszych dygnitarzy, to szkoda ze Polskie wladze przyslaly na placowke konsularna czlowieka, ktory zamiast laczyc, jeszcze bardziej dzieli polskie srodowisko w Austri. Jaga dziekuje ci za to, ze moge osobiscie poznac i usciskac laureatow Zlotych Sów. Dzieki tej gali poznaje ludzi filmu, literatury, uznanych w swiecie, oraz  tych, o ktorych slyszymy tylko w radiu, lub tych, o ktorych artykuly czytamy w prasie. Jako tzw. zwykly „czlowiek” nigdy nie mialbym szansy ich spotkac. Jaga jeszcze raz dziekuje ci za to bardzo serdecznie, Jurek Popek

Wiesław Piechocki: Cały osowiały czytałem żywy jak rtęć tekst wiedeńskiej dziennikarki o wieczorze (fonetycznie!) „SUF”, czyli sów! Podziwiam organizatorkę, spiritus movens całej akcji, iż „jej się chce”, bo przy ignorowaniu Polonii i jej kultury przez władze ambasadorskie, niektórym już nie stałoby chęci do roboty na twardym ugorze sztuki i polskości.

Nieznana mi pani Beat Dżon napisała świetny tekst o wieczorze swoim!! Brawo! Okazuje się, iż jak nie pluje na Kaczyńskiego, to zna umiar stylistyczny i to się bardzo dobrze czyta!

Skrót „SUF” wykładam jako „Swoiste Układy Fanaberyjne”. A może to znaczy „Samotna Umie Fantastycznie”?  Ukłony lekko post-wielkanocne

Krystyna Koziewicz: Jaga, to jest Twoj sukces, Twoja zasluga, Twoja satysfakcja, że ze Zlotej Sowy ludzie sa dumni, że ktos docenia ludzi kultury, ktorzy promują Polskę w najlepszym wydaniu. Z wyrazami szacunku – Krystyna
Agata Kalinowska-Bouvy: Dziekuje bardzo Jadwigo pozdrawiam serdecznie  Twoja wierna Zlota Sowa Agata

Basha Maryanska: Serdecznie dziekuje Ci za ten artykul, dokumentacje i za wszystko! Pomimo braku Polskich Władz z Instytucji „ze samego czubka” , bawilismy sie doskonale, doceniamy wszyscy siebie nawzajem, cieszymy sie nagrodami i całą niezapomnianą imprezą!

Joanna Sokołowska-Gwizdka: dziekuje za informacje z „Jupitera” i felieton pani Beaty Dżon. Na Culture Avenue material na temat Zlotych Sow ukaze sie 13 kwietnia.

Zofia Beklen: Świetnie napisane i opisane! Ale przede wszystkim gratulacje dla Ciebie za bardzo dobrą imprezę!!!