poniedziałek, Lipiec 22, 2019
Strona główna > Sport i turystyka > KANADA W KWIETNIU NIE PACHNIE ŻYWICĄ.

KANADA W KWIETNIU NIE PACHNIE ŻYWICĄ.

Gdyby nie wspaniałe spotkania ze wspaniałymi przedstawicielkami Polonii w Toronto byłoby nieco szaro… Ale pogoda pogodą a ludzie cudowni. Spotkałam trzy Złote Sowy i jedną laureatkę naszego Konkursu Literackiego im. Marka Hłaski. Jak na tak krótki pobyt to wynik optymalny. Ale ab ovo. Dzień przed odlotem okazało się, że potrzebuję kanadyjskiej wizy. Zaskoczenie i popłoch, poprzednio (ale przed paru laty), gdy leciałam do Vancouver, wiza nie była wymagana. A tu, nie tylko czasy ale i przepisy się zmieniają. I w tej sytuacji internet okazał się jedynym i skutecznym wyjściem. Wizę przez internet otrzymałam w ciągu trzech godzin. Stresu, jaki przeżyłam nikomu nie życzę.

Pierwszy dzień w Toronto spędziłam oczywiście z rodziną: kuzynką Hanną, jej mężem Maćkiem (oboje już na emeryturze) i synem Piotrem. Michała – rówieśnika mojego syna pamiętałam z Polski, kiedy miał 5-6 lat a Adaś był u nas w Austrii przed dwoma laty, więc jego „znam” na bieżąco. Fajna trójka młodych Kanadyjczyków mówiących bez obcego akcentu po polsku.

Kolejnego dnia kuzynka zaplanowała wycieczkę nad Niagarę. Pogodę zapowiadano słoneczną, więc padał deszcz. Niagara przykryta mgłą, wiatr i dopiero po całym parogodzinnym zaliczaniu miasteczkowych atrakcji, kiedy byliśmy już w powrotnej drodze, przestało padać i pojawiło się słońce. Kanada wyraźnie mnie nie polubiła. I taka ciuciubabka z pogodą powtarzała się kilkakrotnie.

Niagara on the Lake

Jak już napisałam wcześniej najbardziej słoneczne były spotkania z cudownymi kobietami, które poznałam wcześniej w Wiedniu. Niezapomniane wspomnienia będę wiązała ze spotkania z Agatą Pilitowską, jej mężem Markiem i najcudowniejszą Mamą, wielką aktorką Marią Nowotarską. Agata z mężem pokazali mi centrum Toronto, gościli w swoich domach a teatralne tematy a także te z życia wzięte uzupełniały antrakty.

A to już widok na polski konsulat w Toronto.

Agnieszkę Buda-Rodriguez odwiedziłam po latach niewidzenia… Ostatni raz widziałam ją na Forum Mediów Polonijnych, gdzie zdarzył się jej okropny wypadek. Skutki zderzenia z pędzącym samochodem odczuwa do dzisiaj (trepanacja czaszki, operacje biodra, barku… horror). Agą opiekuje się troskliwie mąż, a jak mi opowiadała, z forumowej braci interesuje się nią tylko Tadzio Urbański. To ładnie z jego strony. Agnieszka jest jak zawsze uśmiechnięta, serdeczna, gościnna… Poszłyśmy na długi spacer brzegiem jeziora Ontario – akurat pokazało się nieco słońca ale wiatr był przenikliwy. Piękne widoki podziwialiśmy z okna 11 piętra…

Małgosia Bonikowska zabrała mnie na całodzienną wycieczkę zamawiając na tę okoliczność słoneczną pogodę. To był faktycznie jedyny dzień bez zastrzeżeń…

Poniżej: Inuksuk – wg indiańskich mitów, starożytni strażnicy arktycznej tundry, którzy wskazują drogę, obdarzając zmęczonego łowcę odnowioną nadzieją i siłą.

Odwiedzamy polski kościół

Oglądałam jeszcze wiele ciekawych miejsc, jechałam torontońskim metrem, wstąpiłam do centrum techniki (warszawskie jest o kilka klas ciekawsze)…