czwartek, Maj 23, 2019
Strona główna > Varia > WIESŁAW PIECHOCKI – MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA – RELACJA Z PREMIERY.

WIESŁAW PIECHOCKI – MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA – RELACJA Z PREMIERY.

Sposób życia przy grobie psa

W nowej sztuce spod pióra Magdaleny Marszałkowskiej jesteśmy w ogródku działkowym, między leżakiem, konewką, drzewkiem i płotem. Ważny jest również sklepowy wózek zakupowy na kółkach. Przenosi on nas w krainę nowego właściciela działki. Jest ona jego miejscem na ziemi pod niebem, jako że innego adresu ten bezdomny nie ma.

W ostrych dialogach z dotychczasowym właścicielem dowiaduje się widz piano piano innych prawd o dwu mężczyznach, toczących zażartą walkę o własność materialną. Mieć to być. Nikt nie chce ustąpić. Formy walki są różnorodne: natarczywość, ukazywanie kulisów życia rodzinnego, drażnienie przeciwnika, brutalność pięści, propozycje finansowe, odwoływanie się do istniejącego prawa. Zwarły się tu dwie koncepcje życia – biznesmena, harującego latami o dobro materialne rodziny, nierozumianego przez żonę i teściową a postawa  starszego przeciwnika, podchodzącego do życia ze sporą dozą dystansu psychologicznego i sporą porcją filozofii, działającej u niego jako propozycja medycznej kuracji, leku, mającego ulepszyć byt biznesmena.

Okazuje się, iż można pokonać przeciwnika bez walki. To najbardziej przekonuje! Na scenie obserwujemy – dzięki precyzyjnej strukturze tekstu – kilka metamorfoz: bogaty staje się biednym, obdartus nie wiadomo skąd staje się właścicielem, domniemane problemy są nieważne, gdyż inne o większym ciężarze gatunkowym zaczynają dominować, przeklinana żona może nie jest taką Ksantypą, jak ją się odmalowuje w słowach mężowskiego monologu, a dotychczasowe realia przekształcają się w diametralnie nową jakość.

Optycznie dostrzegamy te przemiany w osobowości i wyglądzie biznesmena. On w każdej z trzech sekwencji tej jednoaktówki jest inaczej ubrany, gdyż on jest inny. Jego życie staje się  inne. Metamorfozy mniej dotyczą bezdomnego. On już swoje przeżył, jest statyczny w swym zachowaniu, nie zaskoczy nas rewolucyjną woltą. Ciągle to samo ubranie. On nie ulega ewolucji. Zaczyna być doradcą młodszego od siebie mężczyzny. Prężny biznesmen jest najpierw klasycznym kółeczkiem mechanizmu naszych rozedrganych czasów. Potem usiłuje w kategoriach sportowych  pokonać („walczmy tą samą bronią!”) nowego właściciela działki. Na koniec jest mieszanką: mając jeszcze znamiona bytu w kieracie codziennej walki o dobro swoje i rodziny (drogi garnitur i wykwintne buty) przemienia się w bezdomnego (absurdalna koszulka sportowa pod marynarką, ze zwisającym nędznie krawatem, znającym lepsze czasy). Szuka nowej drogi z klasyczną wyprawką: trzymane w ręku walizki sygnalizują kolejną metamorfozę!

Sądzę, iż autorka sztuki pragnęła ukazać na przykładzie konfliktu dwu mężczyzn różne rozmiary problemów naszego życia: to co nas trapi w codzienności ma inne rozmiary, gdy uświadomimy sobie rozmiary oraz skalę prawdziwych, dotąd ukrytych i nieuświadomionych zagadnień. Te właśnie są prawdziwe a nie te, które podejrzewaliśmy o niszczenie nam życia.

W ten sposób dąży autorka do terapeutycznej pointy. Tekst Magdaleny Marszałkowskiej ukrywa wielką amplitudę i, powiedziałbym, sinusoidę psychologicznej materii, działającej kontrastywnie na widza. Olbrzymi tekst jest strukturalnie gęsty, dostarczając publiczności wielu przemyśleń, uśmiechu oraz  podziwu dla aktorskiej pary. Zarówno dotychczasowy biznesmen-nieudacznik, czyli Marcin Marszałkowski jak i dotychczasowy bezdomny, Adam Turczyński, zaprezentowali przekonująco swoje gigantyczne role! Chwała im za konsekwentną nitkę interpretacyjną. Biznesmen nie jest ukazany jako wszechwładny właściciel. Jest  raczej  bojaźliwy, pełen kompleksów, niemal do końca skoncentrowany na odzyskaniu własności oraz dotknięty zmianą konstelacji rodzinnej wokół niego. To odbiera mu odwagę. To jest jego otwarta rana.  Tę uświadamia mu i filozoficznie komentuje nowy działkowicz. Jego mocą jest filozofia, czyli podchodzenie do życia z dystansem, kojącym negatywne doznania oraz  emocje. Do końca zresztą prowadzi go tekstem autorka w sposób trochę tajemny. Biznesmen otwiera się globalnie ze swoimi kwestiami rozsądnego życia. Natomiast bezdomny z zakupowym wózkiem jest dla widza bardziej metafizyczny, osłonięty woalem porzekadeł, przysłów, rad i diagnoz: spokojnie łowić ryby! Do końca nie wiemy: kim właściwie jest ten intruz?

Takie ustawienie przebiegu akcji na scenie kojarzy się z dziełami Becketta, Mrożka a nawet z Ionesco. Sceneria, dialogi, statyczność, barykady, niemożność. Tajemnice mgliste na scenie każą o nich myśleć – u Magdaleny Marszałkowskiej czają się za aktorami opary absurdu, co wytrawny widz ceni dodatkowo!

Bardzo racjonalna i wzięta minimalistycznie z „teatro povero” jest scenografia. Doskonały jest tytuł, dosłowny i konotujący „z pogrzebanym psem” dwie płaszczyzny problemów życia: te doprawdy ważne i te mniej ważne. Abstrahując od idiomu „tu jest pies pogrzebany”, funkcjonującego zarówno w języku polskim jak i niemieckim. Doceniam muzykę Macieja Hellera, kojarzącą się z filmami Felliniego, podkładami fortepianowymi  pod nieme filmy a nawet z konwencją cyrku, co jest tu wyliczeniem komplementów. Niezwykle staranne i adekwatne jest tłumaczenie dialogów na język niemiecki. Razem – niezwykle udana kolejna propozycja teatru zadumy i refleksji!

Wiesław Piechocki, maj 2019

Foto J. Hafner

„Tu leży pies pogrzebany”

Tekst i reżyseria: Magdalena Marszałkowska

obsada: Marcin Marszałkowski i Adam Turczyński

muzyka: Maciej Heller