sobota, Listopad 16, 2019
Strona główna > Imprezy > BEATA DŻON, VARBALOGIZACJA JEST BARDZO POTRZEBNA

BEATA DŻON, VARBALOGIZACJA JEST BARDZO POTRZEBNA

Wybory do parlamentu europejskiego czym się zakończyły w Polsce, każdy widzi. Co ciekawe, wyniki głosowania Polaków są całkowicie odmienne np. w Szwajcarii i Austrii, czyli wygrywa Koalicja Europejska, potem PiS i Wiosna, przy czym Wiosna dostaje wiele głosów (dane w internecie). To pokazuje trend, gdy nikt nikomu nie płaci 500plus i innych „plus”. To pokazuje inne pryncypia, dalekowzroczne. Za to w mateczniku „polskości” a la Rydzyk i Radio Maryja, w Chicago wygrywa PiS oraz faszyzująca, wsteczna, homofobiczno-ultrareligijna Konfederacja. Tam też nikt Polakom nie wypłaca 500plus, jednak „wielka woda” to wielka przepaść, dzieląca polską rzeczywistość XXI wieku i Europę od Polaków w Ameryce.

Głosowałam w Wiedniu, tam w ambasadzie nastrój święta, ale nie napięcia, raczej radości, że o czymś decydujemy; dostępna do rozmowy ambasadorka, dostępny dla gości ogród; byłam mile zaskoczona. Ochrona proponowała fotki przy urnie. Nagle autobusy czy tramwaje, metro, im bliżej 13 Dzielnicy i willi ambasady, robiły się polskojęzyczne. Ludzie odświętnie ubrani. Pewien znajomy Austriak na swoje głosowanie przywdział garnitur, bo tylko tak mógł wziąć udział we współdecydowaniu o losach Europy, w stroju odświętnym, szczególnym. Nie wyobraża sobie przyjścia w dżinsach do lokalu wyborczego. A potem już tylko patrzył, jak rośnie Zielonym, spada Niebieskim, do tego opera wiedeńska daje koncert, śpiewacy pojawiają się na balkonie, na scenie open air, na telebimie, bo świętuje 150 lat istnienia… a na drugi dzień, jak upada mu rząd po raz pierwszy w historii wskutek votum nieufności…

Wcześniej, w słoneczne piękne popołudnie poddałam się z radością „varbalogizacji”. Maleńka miejscowość na Węgrzech, niedaleko austriackiej granicy nazywa się właśnie Varbalog. Tu na ok. 400 mieszkańców ponoć trzecia część to obcokrajowcy, jak np. Bożena i Roman Bieńko. Jacy tam obcokrajowcy, tubylcy jak się patrzy, zadomowieni od trzydziestu lat na sporych połaciach ziemi i w starym domu, cudownie odrestaurowanym, w towarzystwie kolejnych kilku domków, sadyb, obiektów, w których mieszka sztuka.

Bieńkowie to jacyś tacy niedzisiejsi ludzie… Mieszkają jako emeryci w Wiedniu, utrzymują zieloną, piękną „farmę sztuki” w Varbalog, gdzie kolekcjonują, wystawiają, prezentują najróżniejsze dzieła sztuki i zapraszają ich autorów. I raz w roku na przełomie maja i czerwca organizują sobotnie wernisaże z koncertami, winem, wspaniałym jedzonkiem, ale głównym aktorem jest zawsze obraz, rzeźba, fotografia; dzieło artystyczne. Tym razem, jak słyszę, miał to być ostatni raz, bo państwo Bieńkowie, pracusie, niezniszczalni zdawałoby się są już nieco zmęczeni, słabsi, coraz bardziej osamotnieni (poza rodziną) w organizowaniu tego święta sztuki i kontaktów między Polakami, Węgrami, Austriakami, Słowakami i kim tylko jeszcze.

Słońce, goście, wszystko się zgrało i zagrało. Spotkanie i wernisaż „Hommage à Graf Teleki Pál“ w Varbalog wywołał nieznany temat, wzruszenia. Bo „varbalogskie” wernisaże zawsze mają temat. Tym razem wciąż świętujemy 100-lecie odzyskania niepodległości, ale i święto przynależności do NATO, do UE, a wszystko w przeddzień wyborów do UE. I to stało się tłem dla przypomnienia niezwykłej w historii Polski i Węgier, ale mało znanej postaci, Teleki Pala właśnie.

Po polsku Pal Teleki, premier Węgier w lipcu 1920, w przełomowym momencie wojny polsko-bolszewickiej w swoim expose zawarł apel do państw Europy: «Żądamy, by Europa wsparła Polskę – w interesie Polaków, naszym własnym i całej Europy». Jak przypomniał Roman Bieńko w porywającym przemówieniu w pięknych zielonych ogrodach „niestety, Europa nie wsparła Polski. Polskę wsparły wyłącznie Węgry. Kiedy 12 sierpnia 1920 roku bolszewicy próbowali forsować Wisłę pod Płockiem i Toruniem, a wyczerpane oddziały Wojska Polskiego cofały się, na dworzec kolejowy w Skierniewicach przybyły składy węgierskich wagonów towarowych. Wkrótce miliony pocisków trafiły do walczących polskich żołnierzy. 17 sierpnia nastąpiło polskie uderzenie znad rzeki Wieprz, a bolszewicki Front Zachodni uległ  całkowitemu załamaniu. Nie tylko Polska została wówczas ocalona. Nie tylko Węgry. Ocalono wówczas Europę.”

Był i 1939, Węgry otworzyły granicę węgierską dla żołnierzy i uchodźców polskich, węgierskie władze stanowczo odmówiły Hitlerowi zgody na atak na Polskę z węgierskiego terytorium.

W 2011 w hołdzie węgierskim przyjaciołom Prezydent Republiki Węgierskiej Pál Schmit i Prezydent Polski Bronisław Komorowski  uroczyście odsłonili w centrum Warszawy tablicę pamiątkową z wyrazami wdzięczności narodowi węgierskiemu za pomoc okazaną w czasie wojny polsko-bolszewickiej w 1920 r.

Dwujęzyczny napis na tej tablicy głosi:

W HOŁDZIE NARODOWI WĘGIERSKIEMU, KTÓRY OKAZAŁ RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ PRZYJAŹŃ I POMOC W CZASIE ŚMIERTELNEGO ZAGROŻENIA BOLSZEWICKĄ AGRESJĄ.

W OKRESIE PRZEŁOMOWYCH ZMAGAŃ, 12. SIERPNIA 1920 R. DO SKIERNIEWIC DOTARŁ TRANSPORT 22 MILIONÓW POCISKÓW Z FABRYKI CSEPEL (BUDAPESZT).

ŁĄCZNIE W LATACH 1919-1921 RZĄD KRÓLESTWA WĘGIER PRZEKAZAŁ POLSCE BLISKO 100 MLN POCISKÓW KARABINOWYCH, ZNACZNE ILOŚCI AMUNICJI ARTYLERYJSKIEJ, SPRZĘTU I MATERIAŁÓW WOJENNYCH.

WDZIĘCZNY NARÓD POLSKI   – 2011

Bożena i Roman Bieńko po swojemu dbają o tę pamięć premiera Pala Telekiego: zamówili jego portret u znakomitego polskiego malarza, Piotra Naliwajko. Zbudowali mu specjalny obiekt, domek. Roman zakupił też na aukcjach staroci broń, której w 1920 roku polskie wojska używały… Niechętnie używam słowa patriotyzm, tak bardzo podczas ostatnich kilku lat poddanego inflacji nadużywania, ale tu nie wahałabym się go użyć – taki prywatny akt patriotyzmu, dbałości o pamięć. Syn państwa Bieńko mnie poprawił – „To jest właśnie varbalogizm!” I tej wersji będę się trzymać.

Malarz, kiedy poznał historię malowanej postaci zdecydował się zrezygnować z połowy honorarium: „Daję mój wkład w pamięć o tym człowieku, o tych wydarzeniach.”

Mały, wielki ludźmi Varbalog. Dlatego goście gotowi są jechać kilka godzin tamże, przylatując z Kopenhagi, jak pewna młoda artystka, rodem z Krakowa, by wracać następnego dnia znowu do Kopenhagi, albo przyjechać z Polski, ze Słowacji, ze środka Węgier. To także okazja spotkania węgierskiej Polonii z austriacką, z mieszkańcami tej wioski, goszczonymi na równi z artystami i gośćmi z daleka. To w Varbalog niektórzy po raz pierwszy sprzedają swoje dzieła, nawiązują nowe kontakty. Tak jak pewnien Grek, Grigoris, malarz, ze swoją polską partnerką i ciekawymi obrazami… Varbalog to taka artystyczna Unia Europejska, gdzie każdy język artysty może być zrozumiały, bo dla każdego jest miejsce i serce.

Nie mogę nie wspomnieć o gościnności Gospodarzy, nie wspominając o siostrach bliźniaczkach Bożeny i ich mężach, zawsze tu przyjeżdżają z Ostrowa Wielkopolskiego. Te panie, uśmiechnięte, urocze współgospodynie (albo „kierowniczki imprezy”) uwijają się jak pszczółeczki, karmią nas, troszczą się, powodując, że serdeczność ludzi i tego miejsca aż wzrusza.

Chciałabym, by to nie był ostatni wernisaż u Bieńków w Varbalog. Zbyt tam po ludzku dobrze. Ta „varbalogizacja” jest potrzebna, Zabawne, bo ambasadorka RP w Wiedniu, Jolanta Róża Kozłowska, po raz pierwszy w życiu była na Węgrzech, jak przyznała. Ten pierwszy raz właśnie w Varbalog, u Bieńków przy ulicy Kossutha, w bardzo ważnym punkcie na mapie miejsc przyjaznych, u zaangażowanych społecznie i artystycznie ludzi. Dziękuję za tegoroczną varbalogizację, będę ją pielęgnować.

Beata Dżon Ozimek

Artykuł skopiowany z kanadyjskiej GAZETA, GAZETA