Rano, po znakomitym śniadaniu, wyruszyliśmy autokarem zwiedzać Hradczany. To taki praski Wawel. Kolejka wycieczek ciągnęła się na dobre 200 m. I tu wracam do tego, co napisałam w cz. pierwszej. Dobry przewodnik to skarb. Tania (przewodniczka) kazała kierowcy jechać dalej… od innej strony było małe przejście. Tam stanęliśmy.

Byliśmy pierwsi. O 10.00 przyszło dwoje strażników – zaostrzone kontrole ze wzgl. bezpieczeństwa – każdy z nas został zrewidowany (torby, torebki, kieszenie itd.) Trwało to sprawnie i krótko. Malowniczo położonymi schodkami przemieszczaliśmy się do centrim zabytków, oglądając po drodze miejsca, których turyści “głównego sortu” nie oglądają.





























































te auta można wynająć, jak w Wiedniu dorożki…





Poniżej: placyk przed Muzeum Franza Kafki. Figury sikających mężczyzn należą do eksponatów



A teraz udajemy się z koleżanką Magosią, już indywidualnie, do Muzeum Franza Kafki.





Ciemne pomieszczenia, atmosfera jak z Procesu i Zamku… zagubiony wśród segregatorów z aktami spraw różnych, głuche telefony…





Wychodząc ze świata Kafki trafiamy na jedyną, naką spotkałam w Pradze, piwnicę z uśmiechniętą buzią Szewjka. To dziwne, ale Praga zapomniała o Szwejku. Gadżety z twarzą i nazwiskiem Kafki wszędzie. A ze Szwejkiem nigdzie. Jestem niemile zaskoczona.




Pomnik poświęcony żołnierzom radzieckim. Tu ani w Wiedniu i innych krajach nikomu nie przeszkadza. Taka była historia.Tylko w naszym kraju zmienia się historię i bohaterów. Smutne.


c.d.n. (Ff)
