czwartek, 29 października, 2020
Strona główna > Społeczeństwo > PIECHOCKI WIESŁAW: Nasza codzienna maska.

PIECHOCKI WIESŁAW: Nasza codzienna maska.

PIECHOCKI WIESŁAW: Nasza codzienna maska

Globalna katastrofa koronawirusa COVID-19 każe nosić maski ochronne na twarzy. Jest to novum. Dotychczas widzieliśmy maski przeważnie tylko na twarzach turystów z Japonii. A teraz przypadł nam ten los w udziale. Ponieważ nie jestem specjalistą w dziedzinie chorób zakaźnych, wirusów oraz bakterii, postanowiłem zająć się tylko słowem „maska“.

Kiedy byłem w Japonii, nie musiałem i nie chciałem nosić maski. Ale teraz, w Europie, muszę z nią na twarzy przeczekać ataki wroga. Niewidzialnego zresztą. A fantomy są najgorsze. Nie wiadomo z jakiej flanki nadejdzie natarcie…

Pamiętam, iż premierę przeżyłem w Wiedniu akurat w dzień kwietniowych dowcipów: prima aprilis. W dniu 1 kwietnia 2020 wszedłem do sklepu „SPAR-Gourmet“, gdzie plus minus regularnie robię zakupy od paru lat. W drzwiach stała nieoczekiwanie pani w maseczce. Blokowała sobą wejście z fotokomórką. Ujrzawszy mnie na progu, wyciągnęła do mnie rękę w gumowej rękawiczce. W palcach trzymała maseczkę dla mnie – prezent firmy. Kazała nałożyć maskę na twarz. Pilnowała czy to zrobiłem. Kątem oka obserwowałem innych klientów koło mnie. Słuchali jej jak pani matki. Austriacy są zdyscyplinowani.

Poddenerwowany zakupami w masce (premiera!), z trudem w niej oddychając (nadwaga!), popychając wózek z zakupami, uspokoiłem się stopniowo, dostrzegłszy kilka aspektów całej sprawy:

primo wmawiałem w siebie sugestywnie, iż czuję się sam pewniej w masce niż bez niej, zaopatrzony w ten środek obronny;

secundo czułem, iż inni klienci w sklepie są pewniejsi i bezpieczniejsi, widząc mnie w masce;

tertio zakładałem optymistycznie, że nikt z nich nie pomyślał: „-Ten facet ma niemiłą twarz. Właściwie to dobrze, iż mu maska zasłania jej sporą część“.

„Maska“ kojarząca się z teatrem, ma nader ciekawą historię. Parę lat temu, objeżdżając samochodem hiszpańską wyspę Teneryfę, wjechałem  nagle po pokonaniu wielu zakrętów do wioseczki o nazwie MASCA. W pirwszej chwili refleksja: „-Ależ to ciekawe! Tak teatralnie ktoś kiedyś nazwał tę mieścinę, ledwie wiszącą na skałach, patrzącą w toń Atlantyku, oglądającą na horyzoncie sąsiadkę – wyspę La Gomera. Ale dlaczego tu teatr?“

Po chwili zreflektowałem się. Przypomniałem sobie, iż po hiszpańsku maska to przecież „la máscara“. Zatem mój trop był fałszywy, nie mając nic wspólnego z akcesoriami teatru. W języku hiszpańskim jest jeszcze jeden wyraz na maskę, mianowicie „la careta“. To znaczy dosłownie twarzyczka. I to prowadzi nas do jądra zagadnienia.

Mianowicie dawno temu, kiedy rozwijał się antyczny teatr w Grecji, aktorzy nosili maski. Ten rekwizyt, przeważnie wykonany rzemieślniczo z garbowanej skóry, nazywał się „prosopída“. Teraz, w nowo-greckim nazywa się ten przedmiot „po europejsku” maska. Piszę „po europejsku”, gdyż w języku angielskim jest the mask, po niemiecku die Maske, po francusku  le masque, po włosku la maschera. Proszę wymawiać i akcentować: MAS-ke-ra. Znamy to słowo z tytułu opery  Verdiego „Un ballo in maschera” (1859), czyli „Bal maskowy”. Akurat Włochy, konkretniej cudowna Wenecja jest stolicą europejskiej maski. Jest to specjalny typ maski, wykonany artystycznie, nacechowany miejscem narodzin przy Canal Grande… Tam karnawał bez klasycznej weneckiej maski, to jak pomidor bez soli lub pocałunek bez wąsów – twierdzą specjaliści. I specjalistki… Każdy boi się też zde-MASK-owania, tak jak uczestnicy balu w operetce „Zemsta nietoperza” – „Die Fledermaus”. Bal był wytworny, gdyż zorganizował go zamaskowany książę Orlofsky.

Ale maska, mimo wyżej podanych przykładów z języków romańskich, nie pochodzi z łaciny. Ten wyraz ma źródło w języku arabskim. Jest tam  „mas-ha-ra”, oznaczający „błazna, figlarza”. To zwiastowałoby pochodzenie komediowe. Ciekawe. Zawsze sądziłem, iż MASKA sygnalizuje coś poważnego, dramatycznego, ukrytego, zakulisowego, połączonego z knowaniami i intrygami („Jego uśmiech to tylko maska…”).

Pozostaje zatem otwarta odpowiedź na pytanie: jak nazywała się maska po łacinie, w teatrze rzymskim, mającym na swym koncie wiele tytułów? Rzymianie uwielbiali teatr, proscenia, amfiteatry, didaskalia, wytrawną publiczność i maski!

Maska miała w języku łacińskim dwie nazwy. Jedna to larva – poważnie! Wiem, kiedy to słyszymy, kojarzy się to nam dźwiękowo z zoologią. Ale po łacinie ta „larwa” oznaczała złego ducha, potwora, a nawet szkielet. Ten wyraz konotował na scenie aktorów grających postacie potworne, dramatyczne, przynoszące zło i nieszczęście, a może nawe

Drugi wyraz to persona. Prawda?  Szok! Ostra puenta! Maska musiała mieć otwór owalny na usta aktora, aby jego tyrady, dialogi, wypowiedzi, krzyki i szlochy mogły dojść do uszu widzów w amfiteatrze. Mikrofonów nie było. W łacinie istniał czasownik personare, czyli „dźwięczeć, przechodzić przez (per) coś jako dźwięk (sonus). W efekcie, razem syntetycznie „per + sona(t)” dało persona.

A że maska – persona zaczęła z czasem oznaczać kogoś jako osobę (the person, la personne, una persona, die Person…), świadczy to jedynie o naszej przedziwnej naturze, posługującej się w początkowej fazie maską na twarzy. Niewidoczna maska towarzyszy nam w życiu, w naszych działaniach, akcjach, kontaktach z innymi maskami, pardon, osobami. Gramy pewne role, mniej lub bardziej udane. Los wynajął nas na całe życie jako aktorów!

Maska (tak jak most), jest wdzięcznym symbolem w historii sztuki. Wszędzie w muzeach świata jest mnóstwo masek, ukazywanych w swych funkcjach zasłaniania rzeczywistości. Parę takich masek, wykonanych z wypalonego fajansu na płaskorzeźbach, można zobaczyć na wystawie w górnym Belwederze w Wiedniu. Ten wspaniały pałac księcia Eugeniusza Sabaudzkiego przyciąga bez przerwy w centrum Wiednia. Za 3 lata będzie miał 300 lat! Wernisaż odbył się  przy końcu września 2020. Artystka, którą warto poznać i nie tylko jej maski, lecz głównie obrazy, to Elena Luksch-Makowsky, Rosjanka, urodzona w Petersburgu w 1878 roku a zmarła w Hamburgu 89 lat potem. Poślubiła wiedeńskiego rzeźbiarza, który otrzymał profesurę przy ujściu Łaby. Wystawa trwa do 10 stycznia 2021.

Wiesław PIECHOCKI,  Wiedeń,  01.10.2020