wtorek, Grudzień 12, 2017
Strona główna > Polityka/historia > BEATA DŻON-OZIMEK: IDIOTA NA ULICY RADZIECKIEJ. Felieton nr 5.

BEATA DŻON-OZIMEK: IDIOTA NA ULICY RADZIECKIEJ. Felieton nr 5.

Dzień dobry, powróciło piękne słońce nad tę „Polskę (do 2015) w ruinie”, dziś – niemal kraj rad, ławników, delegatów, społecznych sił rewolucyjnych patrzących na brudne ręce sędziów Sądu Najwyższego, jak chciałby polski prezydent. W poniedziałek radośnie ogłosił swoje epokowe zmiany w planowanych nowelizacjach ustawy o Sądzie Najwyższym. Ostrożnie komentowane przez konstytucjonalistów, potem coraz konkretniej, jak przez prof. Marka Chmaja z SWPSu czy prof. Monikę Płatek z UW i racjonalnych prawników z Poznania. Zmiany są niezgodne z konstytucją, a które  – każdy może prześledzić. Jak poprzednie działania prezydenta co do TK, ale było, minęło, prawda? Co tam jakiś sędzia, prezes Trybunału, jakiś Rzepliński czy Strzembosz, Zoll; domorosłe prawniczyny z PiS wiedzą lepiej. Albo zmieni się konstytucję.

Urzekła mnie wypowiedź prof. Moniki Płatek, tak, mam do niej słabość, bo jest precyzyjna i klarowna, nie kluczy. Jak wiele polskich prawniczek, w tym pierwsza prezes SN, prof. Małgorzata Gersdorf, której tak się chcą rządzący pozbyć, niech już te swoje 65 lat kończy i won w trakcie kadencji! Karnistka Płatek zapytała tylko, jak ma się limit 65 lat dla sędziów SN wobec braku limitu wieku dla ponad 70-letnich ministrów, w tym niszczyciela polskiej puszczy?

Każdy ma takich polityków, jakich sobie wybrał. Niemcy mają ponownie Angelę Merkel i ja się cieszę. I nie boję się tak o 13 procentowy udział AfD w niemieckiej polityce, antyimigranckich, nacjonalistycznych populistów, bardziej się boję udziału czarnych i niebieskich w rządzie Austrii czy nie malejącej popularności partii rządzącej w Polsce.

„Polski” kandydat do parlamentu austriackiego, Jan Ledóchowski odwołuje się do mocy od św. Urszuli Ledóchowskiej i bycia chrześcijaninem, to ma być argument „za” jego wyborem. Siły nadprzyrodzone w polityce nie są wiarygodnym wsparciem, do tego kapryśnym, ale skoro polska energetyka odwołuje się do opatrzności, to kto wie. Obok „polska” Ewa Dziedzic, polityczka, feministka, działaczka, odwołująca się do mocy ludzi, nie do bóstw, co brzmi racjonalniej. Ale to w sumie nie polska sprawa, tylko austriacka. Ciekawam, czy nad Dunajem polscy księża będą nawoływać na kogo należy w Austrii głosować?

Jak żyć, panie Tym? zapytał Kuba Wojewódzki Stanisława Tyma, obok siedział Jacek Fedorowicz. Piękni 80-letni. „W poprzek” – odpowiedział Tym. Swoista rada mędrców pamiętających wiele „epok”, rządów. Postanowili się zdrowo prowadzić, żeby doczekać zmiany dobrej zmiany na lepszą. Mędrcy, coraz Was mniej, dbajcie o siebie!

Pamiętacie Państwo reklamy piwa łomżyńskiego i hasło „łomżing”? Jestem po kilkudniowym łomżingu, nie piwnym co prawda, bo to dla mnie napój na lato, poza tym żadnym sokiem nie mogę zabić smaku, więc po co je pić. Turisting, łomżing, zwiedzaning styku Podlasia, Kurpiów, Mazowsza,  nikt nie pokazał mi granic, i dobrze, niech się przenikają. I ulica Radziecka, i Rządowa w Łomży. Nie zacierajcie łapek, że coś się ukryło przed komisjami od nazw ulic, Radziecka to jedna z najstarszych ulic miasta, od radzenia, rajców, staropolska ci to nazwa, co udowodnili językoznawcy po ‘89 roku, kiedy co rusz ktoś chciał Radziecką przemienić na np. Przemienienia. A propos, tu „przemienił” się z katolika w protestanta w 1899 roku marszałek Józef Piłsudski, by móc pojąc za żonę jedną ze swych żon, w tzw. domu pastora przy ul. Krzywe Koło. Wtedy pastorem był tam Kacper Mikulski, a domek stoi do dziś, nie tak daleko Radzieckiej. I „polskie Termopile”, Wizna niedaleko, miasteczko murali, pięć czy sześć ścian namalowanych konkretnymi historiami, cywilami, żołnierzami. Mieszkańcy chętnie o nich opowiadają, wówczas murale nabierają życia. I flagi polskie, na masztach, jak w Ameryce. Dużo ich. Bardzo to piękne, bo z dala od kamer, polityków, interesownego patriotyzmu, a z potrzeby mieszkańca tego czy innego domu. Murale także po drodze, i w Łomży, ogromne ściany. O tym, że najpierw był cud nad Narwią, a potem nad Wisłą… Bardzo przesiąknięte historią tereny, ale jakoś to szczere.

Tam jest naprawdę pięknie. I trawa, zieleń są bardziej zielone. Na bagnach można zobaczyć łosie,  łódką z Narwi i rozlewisk popodglądać bobry przy „bobrzingu”… I macewy na dawnym cmentarzu żydowskim, a obok kolorowe śliczne domostwa i ławeczki. Ale też zniszczone, pewnie niczyje pomniki z cmentarza katolickiego, używane jako wzmocnienie dróżek i brzegów Narwi, z całymi krzyżami z lastriko. Kraj nasz ciekawy, piękny, tylko kościoły tam jakieś straszne, wielkie i betonowe, te nowsze. Bo stare z cegły urzekające, np. w „gotyku mazowieckim”.

Zobaczyłam, że nie tylko na Śląsku, z czego się inni śmieją, zamiata się ulice przed swoimi domami. Na Podlasiu także. A to była sobota. Ponadregionalne sprzątanie ulic i chodników, różne rzeczy mogą łączyć, prawda?

Wzmocniona widokami, świeżym powietrzem, narwingiem, czyli kilkoma godzinami kajakingu po Narwi (proszę te słowotwory wybaczyć, nie mogę się oprzeć – łomżing zobowiązuje) – pozdrawiam.

Ps. Potencjalnych turystów, którzy w kierunku Łomży i okolic zechcieliby się wybrać, uspokajam: tam nie można się zgubić nawet na bagnach: gospodarze agroturystyk mają drony i odnajdują turystycznych zagubieńców!

Marzy mi się, by mieć polityków, którzy rządzą tą naszą wspólną „firmą” – państwem i czasem skonstatują: „Ja jestem właściwie idiota, ale czy to jest moja wina, że jestem idiota, a jeśli sam wiem, że jestem idiota,  to chyba nie jestem taki idiota!” (Andrzej Szczypiorski, Początek)

Beata Dżon Ozimek