wtorek, Czerwiec 27, 2017
Strona główna > Polityka/historia > DONALD TUSK ZOSTAŁ WYBRANY NA DRUGĄ KADENCJĘ

DONALD TUSK ZOSTAŁ WYBRANY NA DRUGĄ KADENCJĘ

na szefa Rady Europejskiej. Artykuły i komentarze z prasy polskiej.

Problem polega na tym, że polski przewodniczący nie cieszył się poparciem polskiego rządu. I robili, co mogli by zapobiec temu zwycięstwu. Teraz europejskie media otwarcie piszą o ”dyplomatycznym samobójstwie” Polski. Trudno się dziwić.

„Habemus Presidentum. Powodzenia” – napisał na Twitterze premier Luksemburga Xavier Bettel, który jako pierwszy podał informację o decyzji. Sam Tusk napisał zaś: „Dziękuję za trzymanie kciuków i serdeczne wsparcie. Pomogło!”.

Wybór szefa Rady Europejskiej był pierwszym punktem obrad szczytu UE. W tej części podjęcie decyzji zajęło niespełna pół godziny. Tusk opuścił wówczas salę obrad, a prowadzenie szczytu przejął premier Malty Joseph Muscat. Według unijnych źródeł na początku obrad polska premier Beata Szydło1 formalnie zwróciła się o odłożenie tej sprawy na późniejszy termin. Wniosek został jednak odrzucony.

Polski rząd zgłosił w zeszłą sobotę innego kandydata na stanowisko szefa Rady Europejskiej, europosła Jacka Saryusz-Wolskiego. Polski rząd nie przekonał jednak pozostałych państw UE, które już przed szczytem deklarowały poparcie dla kandydatury Tuska.

„Polska pisowska nie chciała Tuska, Europa unijna stanęła za Polakiem. ‚Zdradziła’ premier May i Grupa Wyszehradzka, włącznie z premierem Orbanem. Dyplomacja polska pod zarządem min. Waszczykowskiego pokazała, jak izolowana jest Polska pisowska” – komentuje Adam Szostkiewicz.

Wyniki głosowania w Brukseli nie pozostawia wątpliwości, jaki jest podział sił w UE. „Pisowskie liberum veto nie przeszło. Dyplomacja polska pod zarządem min. Waszczykowskiego pokazała, jak izolowana jest Polska pisowska” – komentuje Adam Szostkiewicz na blogu w serwisie Polityka.pl.

Zdaniem publicysty, po dotkliwej porażce w Brukseli prezes PiS „musi wybrać”. „Unia z Tuskiem czy dalsze sianie w Unii zamętu. W tym PiS ma doświadczenie, więc szykujmy się na kampanię nienawiści przeciwko Tuskowi i przeciwko brukselskim ;elitom’. W kraju i poza jego granicami” – pisze Szostkiewicz.

Publicysta nie ma wątpliwości, że wybór Donalda Tuska „to dobra wiadomość nie tylko dla tej większości Polaków, którzy byli przeciwko rozbijackiej intrydze pisowskiej”.. Według Adama Szostkiewicza, to także dobra wiadomość dla opozycyjnych ugrupowań, które nie tylko krytykują PiS za łamanie zasad demokracji, ale też zapewniają o swoim prounijnym kursie.

Intryga z Saryuszem-Wolskim uknuta przez Kaczyńskiego przeciwko Tuskowi pokazała, jakiej Europy chce PiS: takiej, w której znikną wszelkie możliwości zewnętrznej kontroli poczynań wewnętrznych pisowskiej władzy. Teraz poseł Kaczyński musi wybrać: Unia z Tuskiem czy dalsze sianie w Unii zamętu. W tym PiS ma doświadczenie, więc szykujmy się na kampanię nienawiści przeciwko Tuskowi i przeciwko brukselskim „elitom”. W kraju i poza jego granicami.

„PiS dąży do wyprowadzenia Polski z Unii, aby przejąć nad krajem całkowitą kontrolę polityczną. Z Tuskiem nadal w Brukseli musi albo przyspieszyć, albo odpuścić” – podsumowuje publicysta „Polityki”.

******

– Cieszę się, że doceniono człowieka, który dość dobrze się spisuje – tak wygraną Tuska komentuje Lech Wałęsa. Za kandydaturą Polaka, na stanowisko szefa Rady Europejskiej, głosowało 27 z 28 państw UE. Tylko Polska była na „nie”.

******

Nawet Jerzy Dudek (!) włączył się w dyskusję o Donaldzie Tusku. Ma jedną radę dla PiS: – Pierwsza porażka Polski. z której się cieszę, 1:27 – napisał na Twitterze i Facebooku były bramkarz reprezentacji Polski, Jerzy Dudek.

Zrobił też czytelną aluzję do rządzących. – Trener po takiej porażce od razu podaje się do dymisji – dodał Dudek.

******

Piotr Buras, dyrektor European Council on Foreign Relations

Praktyki z Sejmu nie działają w Unii

Soczysty policzek, jakim jest przedłużenie kadencji Tuska jako szefa RE wbrew oporowi Warszawy, to nie tylko klęska rządu PiS, lecz także początek nowego rozdziału w polskiej polityce wobec Brukseli i partnerów w Unii

To nie pozostanie bez odpowiedzi. Unia jako antydemokratyczne monstrum, zdominowane przez niemieckiego hegemona i gwałcące suwerenność państw członkowskich – tę retorykę będą teraz stosować politycy partii rządzącej, a sprzyjające jej media jeszcze częściej. Nakręcanie antyeuropejskich uprzedzeń po fiasku próby utrącenia Tuska może okazać się skuteczne w części polskiego społeczeństwa.

Rząd sam sobie winny

Właściwą odpowiedzią na te spodziewane ataki nie jest jednak wychwalanie zalet szefa Rady Europejskiej, piętnowanie Kaczyńskiego za chęć zemsty na przeciwniku politycznym ze szkodą dla Polski czy wytykanie rządowi PiS, że znowu ma inne zdanie niż większość krajów UE. Te argumenty mogą mieć znaczenie w polityce wewnętrznej, ale dla polskiej polityki w Unii liczy się co innego. To nie sprzeciw wobec Tuska jest prawdziwym skandalem, lecz sposób, w jaki polska dyplomacja próbowała przeforsować swoją wolę na forum UE.

Właśnie dlatego odpowiedzialność za problematyczną sytuację, w jakiej znalazła się cała Unia, ponosi tylko Warszawa, a nie ciemne siły w Brukseli czy Berlinie ignorujące wolę suwerennej Polski.

Rację mają przedstawiciele polskiego rządu (jak premier Szydło w liście do szefów rządów unijnych krajów), że wybór przewodniczącego RE wbrew woli kraju członkowskiego nie służy dobrze ani tej instytucji, ani Unii. Głównym zadaniem przewodniczącego Rady (inaczej niż np. szefa Komisji Europejskiej: przeciwko wyborowi Junckera głosował w 2014 r. brytyjski premier Cameron) jest bowiem koordynowanie prac szefów państw i rządów. A bez minimum zaufania we wszystkich krajach trudniej mu tę funkcję wypełniać.

Żaden kraj nie chciałby się znaleźć w podobnej sytuacji

Dlatego Berlin i inne stolice jako niepożądany postrzegały scenariusz, w którym reelekcja Tuska przeforsowana zostaje wbrew Polsce. Żaden kraj nie chciałby się znaleźć w podobnej sytuacji – gdy w prestiżowej sprawie jego wola nie jest respektowana.

Mimo że niechęć PiS do ponownego wyboru Tuska (a na wybór innego Polaka szans nie było) wydaje się irracjonalna i sprzeczna z polskim interesem, rząd miał do niej prawo. Wprawdzie zarzuty wobec Tuska zawarte w liście Szydło i w głośnym spocie PiS-u są, oględnie mówiąc, naciągane i niesprawiedliwe. Zwłaszcza oskarżenie, że nie zachował się bezstronnie w sprawie praworządności w Polsce – podczas gdy bronił jedynie poszanowania polskiej konstytucji i wartości europejskich (podobnie jak komisje Europejska i Wenecka). Jednak na gruncie europejskim niewiele ma to do rzeczy. Rząd polski może mieć różne powody do sprzeciwu wobec jakiejś kandydatury na wysokie stanowisko, a fundamentalna rozbieżność między PiS a Tuskiem nie jest argumentem niezrozumiałym dla partnerów w UE, nawet jeśli nie podzielają ocen polskich decydentów.

Co więcej, polski rząd miał nawet szansę „utrącić” Tuska. Za niepowodzenie ponosi zaś winę wyłącznie on sam (właściwie prezes Kaczyński) i jego karykaturalnie nieudolna strategia – kopiująca najgorsze praktyki PiS w polityce wewnętrznej oraz ignorująca dyplomatyczne abecadło i zwyczaje panujące w UE.

Fatalna dyplomacja

O tym, że reelekcja Tuska jest prawdopodobna, wiadomo było od miesięcy. Powtórny wybór jest opcją „domyślną”. Zmiana na takim stanowisku w połowie „pełnej” kadencji wymaga dobrego powodu: afery korupcyjnej, złego bilansu sprawowania funkcji czy nowego rozdania politycznego w instytucjach UE. W przypadku Tuska tylko ten trzeci wzgląd mógł grać rolę. Fakt, że przewodniczącym Parlamentu Europejskiego został chadek Antonio Tajani, zastępując socjalistę Martina Schulza, teoretycznie osłabił szanse Tuska (też chadeka), bo stworzył „nierównowagę” na kluczowych stanowiskach.

Aby przekonać partnerów do innej opcji, rząd RP musiałby więc odpowiednio wcześnie uciec się do dyplomacji. Mógł podjąć zakulisowe konsultacje z głównymi partnerami, szukać innego, ale korzystnego ze swego punktu widzenia kandydata (np. kobiety albo strawnego dla siebie socjalisty, co wzmocniłoby szansę na wybór), budować koalicję poparcia. To normalna praktyka w Unii.

Dla większości państw UE świat na Tusku się nie kończy (dla wielu, wbrew twierdzeniom PiS, był za bardzo „środkowoeuropejski”) i daliby się przekonać – także dla uniknięcia precedensu. Wprawdzie nie mielibyśmy Polaka na stanowisku szefa Rady, ale PiS osiągnąłby swój cel z zachowaniem twarzy każdej ze stron.

Z tej szansy Warszawa nie skorzystała. Pytani o Tuska polscy oficjele robili miny, nabierali wody w usta, czynili niezrozumiałe aluzje. Zgłaszane ostatnio zastrzeżenia wobec niego znane były od dawna, ale o tym, że Polska zamierza aktywnie blokować wybór Tuska, znakomita większość krajów Unii dowiedziała się dopiero na początku marca, gdy wypłynęła sprawa nominacji Saryusz-Wolskiego.

Nieprzygotowana wolta

Dyplomacja zna wiele sposobów wyrażenia dezaprobaty – tego, że rządowi PiS jest z Tuskiem nie po drodze. Polska mogła wstrzymać się do głosu, opuścić salę, a przedłużenie jego kadencji potraktować milczeniem. Taki brak wyraźnego sprzeciwu wydawał się najbardziej realistyczny, skoro Warszawa miesiącami nie wykazywała żadnej aktywności dyplomatycznej na rzecz planu alternatywnego.

Wolta rządu RP w ciągu ostatnich dziesięciu dni miała na celu wyłącznie utrącenie Tuska, a nie wybór lepszego kandydata. I to właśnie ona stała się przyczyną dyplomatycznej katastrofy, której częścią jest wybór przewodniczącego Rady bez pełnego konsensusu w gremium, którym ma on kierować.

Zamiast dyplomacji, która wymaga umiejętności, kontaktów i kompromisów, Warszawa wybrała znaną z Sejmu taktykę przepychania kolanem – ale się przeliczyła.

Warto o tym pamiętać, gdy teraz będziemy słyszeć kanonadę propagandową o dramatycznym pogwałceniu polskiej suwerenności i dyktacie silniejszych.

******

Sikorski: To dyplomatyczne Waterloo tego rządu.

******

Wojciech Maziarski

Kaczyński jest nagi. Jest sam jak palec. Opuścił go nawet Viktor Orbán. Prezes PiS w UE okazał się bezsilny, choć próbował grozić zerwaniem szczytu. Teraz pewnie bardzo by chciał odmówić publikacji wyniku wyborów przewodniczącego Rady Europejskiej. Marzyłaby mu się też zapewne europejska „ustawa naprawcza” zmieniająca zasady funkcjonowania Unii.

******

Krzysztof Varga: Wojna i hańba, czyli powieść dla Jarosława Kaczyńskiego.

Wszyscy żyją w mocnym przekonaniu, że sojusz z Polską to jest potężny idiotyzm – dzisiaj Polska robi wszystko, by potwierdzić przekonanie świata, że jest wyłącznie zapyziałym krajem obok Rosji.

Gdy tylko przeczytałem w „Tygodniku Powszechnym” wywiad z Jadwigą Staniszkis, w którym ta z troską powiada, że Prezes przeczytać powinien kilka książek, bo ma wyraźne braki w lekturach, natychmiast rzuciłem się do półek domowej biblioteki, by z pomocą Naczelnikowi Państwa pospieszyć i podpowiedzieć mu jakieś wartościowe nowości. Z góry odrzuciłem jednak literaturę polską, bo w tej, jak wiem dobrze, Prezes jest nieprzytomnie wręcz oczytany. Świadczą o tym dawne jego wypowiedzi o pisarstwie Stasiuka i Tokarczuk, gdzie klarownie wyjaśniał, że jest to nade wszystko produkcja za niemieckie pieniądze robiona i dla niemieckich wydawców, aby w oczach niemieckich czytelników Polskę plugawić.

******

Daniel Passent: Ważne zwycięstwo – drogo okupione

Bezpardonowe zwycięstwo polskiego przewodniczącego Rady Europejskiej, Donalda Tuska, to radosna chwila w tych czasach niezbyt pogodnych i fortunnych dla naszego kraju. Już sam wybór Tuska w 2014 roku, na pierwszą kadencję, był sukcesem Polski i byłego premiera. Potwierdzenie tego wyboru przez 27 państw, które obserwowały działalność Tuska co dzień, to osiągnięcie nie mniejsze.

Cała kampania oszczerstw i dyskredytacji, rozpętana przez rząd i prawicę („niemiecki kandydat”, „kandydat elit”, „niczego dobrego nie zrobił dla Polski”, czekają go zarzuty karne, kamerdyner Angeli Merkel, ingerował w wewnętrzne sprawy Polski, leń patentowany) wylądowała w śmietniku.

Zamiast kompromitacji Tuska mamy kompromitację polskiej dyplomacji. Nie mamy się z czego cieszyć. Polska oficjalna, Polska Kaczyńskiego, Szydło, Waszczykowskiego – rujnuje wizerunek naszego kraju, który rzucił wszystkie swoje siły przeciwko rodakowi na jednym z najważniejszych stanowisk w Europie. Rząd trąbił wszem wobec, że wstajemy z kolan, stajemy się liczącym graczem, nasz głos się liczy, a okazało się, że jesteśmy nic nieliczącym się partaczem. 27:1 to wynik jeszcze gorszy, niż uzyskali wczoraj gracze PSG w meczu z Barceloną

Po takiej spektakularnej porażce premier Szydło i minister spraw zagranicznych powinni podać się do dymisji. Może też wreszcie otworzy usta prezydent Duda, który trzyma się z daleka od polskiej awantury w Unii Europejskiej, a który ma kompetencje i współodpowiedzialność za politykę zagraniczną. Na razie abdykował ze swojej roli – może klęska i szok w Brukseli go obudzi?

Obóz władzy nie przyzna się do klęski. Będą nadal poniżać Tuska, dyskredytować jego i jego rodzinę, niezależne media, które opowiadały się po jego stronie. Wielkim przegranym w Brukseli jest tylko Polska oficjalna, rządząca. Kładzie się jednak cieniem na wizerunku całego kraju. Europa pokazała, co myśli o Kaczyńskim i o Tusku, o dwóch obozach w polskiej polityce. Sromotnie przegrany jest Jacek Saryusz-Wolski, do niedawna cieszący się szacunkiem i opinią świetnego fachowca w sprawach europejskich, a obecnie budzący zdumienie z powodu wolty, jaką wykonał. Fotel ministra czy nawet premiera mu tego nie zrekompensuje. Plamy nic już nie zmaże.

Jak wiadomo, rząd kończy prace nad Ustawą o służbie zagranicznej. Projekt, który lada tydzień stanie się ustawą, przewiduje zwolnienie wszystkich pracowników MSZ i półroczną weryfikację, po której część może otrzymać propozycję powrotu do pracy. Dzisiaj w Brukseli zobaczyliśmy, jak działa polska dyplomacja. Jej kierownictwo powinno pierwsze paść ofiarą nowej ustawy.

Trudno ocenić szkody na wizerunku Polski, jakie wyrządził polski rząd. Rząd przeznacza sto milionów złotych rocznie na naprawę wizerunku. Najlepsze (i najtańsze), co może po tej aferze zrobić, to dymisja premier i ministra spraw zagranicznych. Sami tego chcieli.

******

„Nie przywiązuj(my) zbyt dużego znaczenia do dzisiejszej wygranej Tuska” – ostrzega analityk blogowy (Muszynianka). Bowiem – uzasadnia analityk – opozycja liberalna ma ograniczone możliwości polityczne w kraju. Nic tylko usiąść i ponarzekać. Partie lewicowe trwale i nieubłaganie poniżej progu, i to obie, na zjednoczenie nie ma co liczyć, co dałoby 6-7 procent poparcia. Kukiz był super, ale przez chwilę. Opozycja liberalna – nie ma nic do zaoferowania. Pozostaje tylko PiS, jedyny na scenie, który zaoferuje państwo wyznaniowe-autokratyczne w zamian za 500+ i kilka socjalnych ochłapów. Nic tylko się urżnąć i pochlastać.

I to jest cała polska smuta z chwilą radości z tego, że Kaczyński wyszedł na dudka.

******

/…/Największą przeszkodą realizacji programu Kaczyńskiego jest jego największa wada – fatalna polityka personalna.

Sikorski, Kaczmarek, Kryże, Marcinkiewicz, Piotrowicz etc. To tylko niektóre dowody potwierdzające prawdziwość tego twierdzenia. Najsłabszym ogniwem obecnego rządu jest minister spraw zagranicznych – Witold Waszczykowski. Polska porażka 27 :1 w Radzie Europy i ponowny wybór Donalda Tuska na jej przewodniczącego to przede wszystkim dzieło Waszczykowskiego i grupy otaczających go osób, które w sposób nieuprawniony bywają określane jako „dyplomaci”.

Chyba jeszcze nigdy Kaczyński nie został w taki sposób wpuszczony w tak zwany kanał. Ostatnio miało to miejsce w czasie pierwszych rządów PiS, gdy Kaczyński zaakceptował prowokację służb specjalnych wobec Andrzeja Leppera, co – jak wiadomo – zakończyło się utratą władzy przez Prawo i Sprawiedliwość.

Gdyby Kaczyński zadbał o to, by w Ministerstwie Spraw Zagranicznych oraz placówkach dyplomatycznych RP pracowali ludzie inteligentni i uczciwi (a nie tacy, jak np. kapuś, który donosił na własnego kuzyna, by dostać od komunistów paszport), Polska mogłaby osiągnąć cel, jakim była zmiana na stanowiska Przewodniczącego Rady Europy.

Po pierwsze Saryusza-Wolskiego trzeba było zgłosić jako oficjalnego kandydata RP pół roku temu, po drugie przez sześć miesięcy należało intensywnie rozmawiać z rządami 27 państw, których liderzy decydują o wyborze i wówczas „mecz” nie zakończyłby się kompromitującym Polskę wynikiem 27:1.

To była pierwsza istotna porażka Jarosława Kaczyńskiego. Gdy ktoś po raz pierwszy powali na deski mistrza wywołuje u pozostałych, niechętnych mu ludzi poczucie, że mistrza można pokonać. Prysnął mit niezwyciężonego Prawa i Sprawiedliwości i teraz opozycja prawdopodobnie przystąpi do frontalnego ataku.

Kaczyński prawdopodobnie nie zdaje sobie sprawy, jak dużo punktów traci w tak zwanej Polsce powiatowej, gdzie lokalni działacze PiS nie liczą się z nikim i niczym, gdyż mają poczucie, iż należą do potężnej, niepokonanej grupy o nazwie Prawo i Sprawiedliwość. Gdy w radzie gminy jej przewodniczącym jest prominentny działacz partii Kaczyńskiego, a szefem komisji tejże rady żona działacza (także z PiS0, gdy inną komisja kieruje kolejny działacz PiS, a jego brat (również z PiS) jest szefem innej komisji, jeżeli wszystkie miejsca w prezydium rady gminy okupują wyłącznie działacze PiS, ludzie zaczynają się odwracać od tej partii plecami, mimo, że na ich konto wpływa 500 plus.

Część prawicy ma coraz więcej wątpliwości, czy PiS to właściwa droga do sprawiedliwości, uczciwości, gdy z byłego PRL-owskiego prokuratora próbuje się robić  bohatera narodowego, mimo, że został obdarowany najwyższymi odznaczeniami komunistycznymi, gdy nie odwołuje się natychmiast ambasadora RP, który jako student był esbeckim kapusiem, donoszącym na członka swojej rodziny.

Jarosław Kaczyński sformułował właściwą diagnozę. Mamy guza mózgu i trzeba go wyciąć. Nie zrobimy tego jednak w sposób zaproponowany przez współpracowników Kaczyńskiego, tj. przy pomocy tępej, zardzewiałej piły. Potrzebne są odpowiednie instrumenty i dobrzy kardiochirurdzy, a nie znachorzy…

Autor: Marek Ciesielczyk – Doktor politologii Uniwersytetu w Monachium, profesorem sowietologii University of Illinois w Chicago, pracownikiem naukowym Forschungsinstitut fur sowjetische Gegenwart w Bonn i European University Institute we Florencji, autorem pierwszej w języku polskim książki nt. KGB.